piątek, 18 grudnia 2015

Rozdział 24 - epilog

Mija rok, w którym przeżyliśmy chwile piękne, ale również pełne strachu i zagrożenia. Kiedy zaczęłam wierzyć w to, iż nareszcie wszystko uspokoi się i ułoży, zawsze nadchodziło wielkie BUM i działo się coś, co cholernie mnie zaskakiwało. Albo była to kolejna, niebezpieczna akcja albo ludzie z Bloods wchodzili na niewłaściwy teren i znowu robiła się zadyma. Jednak tak wyglądało życie w gangu i choćbym bardzo chciała, nic nie mogłam na to poradzić. Justin chronił nas, strzegł jak oka w głowie i po wydarzeniu ze Sky, nikt nie dotknął nas nawet małym palcem. Był świetnym partnerem, liderem. Ufałam mu i wierzyłam, że nie pozwoli, aby ktokolwiek zrobił nam krzywdę. Kochałam go każdego dnia coraz mocniej i czułam, jak bardzo on kocha mnie. Troszczył się, opiekował, wspierał i pomagał. Mimo tego, jak bardzo niebezpieczne miał zajęcie zawsze wszystko było pod jego kontrolą. Świetnie radził sobie razem z Gloverem, Dry i Cleverem, który zastąpił nieobecność Sky. Nigdy więcej nie zobaczyłam tego ostatniego, ale z tego akurat bardzo się cieszyłam. Odkąd tylko pamiętam, przerażał mnie do szpiku kości i nienawidził. Dobrze się stało, że Justin wysłał go daleko stąd, bo dzięki temu czułam spokój. 

Mój chłopak podjął też poważną decyzję i niedługo po wydarzeniach ze Sky, przenieśliśmy się do innego budynku. Oczywiście był on na terenie całego gangu, ale mieliśmy swoje własne miejsce. Czułam się tutaj dobrze, bezpiecznie i przyzwyczaiłam się do takiego życia. Oswoiłam się również z tak dużą ilością chłopców i zaprzyjaźniłam z Rosalie. Była naprawdę świetna i bardzo ją polubiłam. Pomagała mi niesamowicie! Szczególnie wtedy, kiedy chodziłam do szkoły i nie mogłam zająć się Jamiem. Justin czuwał nad nim, ale czasami musiał wyjść i to Rosalie przejmowała pałeczkę. Uwielbiała małego i wiedziałam, że jest z nią całkowicie bezpieczny. Justin nigdy nie powierzyłby własnego dziecka komuś, komu nie ufał.


- Kochanie? Jesteś gotowa? - głos Justina roznosi się po salonie i odwracam głowę w jego stronę - Jezu! Wyglądasz prześlicznie, Kate - porusza zabawnie brwiami, podchodzi i przytula się do mnie od tyłu. Całuje w ramię i mruczy do mojego ucha - Jesteś cholernie seksowną mamuśką, wiesz? - przewracam oczami i zakładam długi kolczyk.
- Chcesz czegoś ode mnie, skoro jesteś taki milusi? - mrugam do niego w lustrze i oblizuję usta.

- Rób tak dalej, a zapewniam Cię, że na pewno stąd dzisiaj nie wyjdziemy - sunie nosem po mojej szyi, przygryza ją i odpycham go pupą od siebie - Mmm... może jednak darujemy sobie ten wypad, co Ty na to?
- Wypad? Justin! Jedziemy do mojej mamy, dzisiaj jest wigilia! Nie marudź, tylko się szykuj.
- Pamiętaj, że robię to tylko dla Ciebie - burczy pod nosem i odwraca mnie przodem do siebie. Zaciskam usta, ale po raz pierwszy widzę go pod krawatem, w białej koszuli i eleganckich spodniach - Nabijasz się ze mnie, Kotku?

- Ja? Skąd - zawiązuję mu krawat, ale idzie mi to bardzo sprawnie - Raczej podziwiam, ponieważ wyglądasz niesamowicie gorąco - już widzę, jak zaciska szczękę i układa dłonie na mojej pupie. Dociska mnie do siebie i kręci głową - Bądź grzeczny, zaraz skończę - skupiam uwagę na swojej pracy i dobiega nas słodkie gaworzenie Jamiego.
- Mały jest gotowy? - przytakuję, a Justin odwraca głowę w jego stronę. Uśmiecha się uroczo i pokazuje mu śmieszne miny - Ależ z niego przystojniak! Jest wystrojony jakby miał iść na mega podryw!
- Justin! - uderzam go w pierś i posyłam zdegustowane spojrzenie - Jesteś tatą, zachowuj się.

- T-tata! - zamieram, a serce podchodzi mi do gardła! Cholera... jestem zaskoczona i uchylam usta.
- Słyszałaś to? - Justin szepcze cicho i gapi się na mnie. Kiwam głową, ale to było jego pierwsze słowo. Pierwsze! - Mój maleńki chłopczyk, nie wierzę! - Justin zrywa się z miejsca, podchodzi do kojca i porywa Jamiego w ramiona. Przytula do siebie, głaszcze po główce i całuje w czoło - Powiedział tata! Niesamowite! - uśmiecha się szeroko i nie wierzę, że nie powiedział mama! Helloł! Przecież spędzałam z nim każdą chwilę, a on wybrał ojca?! 

- Och, Jamie - podchodzę do nich, prycham pod nosem i spoglądam na maluszka.
- To było jego pierwsze słowo - Justin spogląda na mnie i soczyście całuje mnie w usta - Nasz syneczek zaczyna mówić, nareszcie! - podrzuca do delikatnie, a mały piszczy radośnie - Zaledwie miesiąc wcześniej zrobił pierwszy krok, a teraz powiedział "tata"! Jestem dumny! - okręca się dookoła, ale Jamiemu podoba się taka zabawa.
- Powinieneś być, wiesz? - mrugam do niego, podnoszę sweterek i ubieram Jamiego.

- Chyba nie jesteś zła, Kochanie? - marszczy czoło i uważnie wpatruje się w moje oczy - Kate?
- Oczywiście, że nie! Jak mogłabym być zła? To pierwsze słowo naszego syna, tak? Jesteś jego tatą, Justin.

- Nie wierzę, że ma już rok - stawia go na nóżki, a Jamie natychmiast chwyta jego palec i rusza przed siebie - Ej! On już chyba chce iść do babci. Jedziemy? Spóźnimy się, a chyba nie wypada. Prawda?
- No proszę, na starość zrobiłeś się punktualny - posyłam mu cwany uśmieszek i mrugam zadziornie.

U mojej mamy meldujemy się kilka minut przed osiemnastą. Jamie piszczy radośnie, kiedy tylko widzi babcie i wystawia rączki, aby wzięła go na ręce. Uwielbia moją mamę i jest do niej bardzo przywiązany. Staram się jak najczęściej ją odwiedzać, ale Justin chętnie nam towarzyszył. Zmienił się i podejście do mojej mamy również. Nie mogę powiedzieć, że kochają się niesamowicie, ale nie ma między nimi spięć i nienawiści. Wreszcie normalnie ze sobą rozmawiają i nie kłócą. Cieszą mnie te spotkania, bo jest po prostu dobrze i się dogadują.

- Nareszcie jesteście, Sophia nie mogła się doczekać - Richard odbiera ode mnie torbę dla Jamiego i płaszczyk. Byłam zaskoczona, kiedy mama oświadczyła mi któregoś dnia, iż poznała pewnego mężczyznę. Nie spodziewałam się tego, ale ogromnie cieszyłam! Mama potrzebowała mieć kogoś obok siebie i kiedy tylko poznałam Richarda wiedziałam, że to jest to! Sympatyczny, pogodny, ze świetnym poczuciem humoru i... dziesięcioletnią córeczką z poprzedniego związku. Caroline była zwariowana i nadpobudliwa, ale cholernie urocza. Za każdym razem bawiła się z Jamiem i opiekowała się nim jak starsza siostra, którą teraz poniekąd była. Moja mama została mamą ponownie i nie miało znaczenia to, iż nie była jej biologiczną mamą. Najważniejsze było to, że cała trójka była szczęśliwa - Justin, miło Cię widzieć - wita się z moim chłopakiem męskim uściskiem dłoni - Czego się napijesz? Piwo, wino, nalewka własnej roboty? - oho, zaczyna się! Tak się za każdym razem.
- Kochanie, może poczekaj z tym, hmm? Najpierw wigilia, tak? - mama karci go i kręci głową.
- Nie martw się, po wigilii na pewno spróbuję Twojej nalewki. Na pewno jest pierwsza klasa! - Justin klepie go po plecach, ale zadziwia mnie to, jak świetny mają ze sobą kontakt - Chodź, Skarbie - wystawia dłoń, podchodzę do niego i mocno przyciąga mnie do siebie. Czule całuje w usta i wszyscy razem siadamy przy stole.

Po kolacji wręczamy sobie prezenty. Dostaję cudowną bransoletkę od mamy i karnet na siłownię od Richarda! Tak! Zamierzałam wybrać się po nowym roku i trochę nad sobą popracować, z pewnością mama szepnęła mu o tym kilka słów. Jednak kiedy nadchodzi kolej Justina, podaje mi małe pudełeczko owinięte w czerwony papier z uroczą, białą kokardą. Uśmiecham się, rozwiązuję i delikatnie odchylam wieczko. Kiedy tylko widzę zawartość... zamieram! Dosłownie! Wstrzymuję oddech, przykładam dłoń do ust i nie wierzę w to, co widzę! To niemożliwe! 
- Tak, więc... - chrząka i nerwowo drapie się w kark - Zapewne się tego nie spodziewałaś, ale ja też. Ten pomysł wpadł mi do głowy zaledwie kilka dni temu - gapię się na niego zszokowana i uchylam usta! Boże! - Wiele wydarzyło się przez ten rok i zrobiłbym wszystko, aby żadna z tych rzeczy nie miała miejsca. Niestety... nie posiadam takich mocy, ale przysięgam, że zrobię wszystko co będę mógł, aby chronić Ciebie i naszego syneczka, Kate - wbijam zęby w wargę, ale zaraz rozbeczę się jak małe dziecko! - Nie wiem czy nadaję się do takich rzeczy, sama wiesz, że nie jestem tego typu człowiekiem. Mimo wszystko, jesteś kobietą mojego życia, kocham Cię z całego serca i chcę spędzić z Tobą resztę swojego życia - czuję łzy na policzkach, ale tak bardzo mnie zaskoczył! To piękne słowa - Zostaniesz moją żoną? - odbiera ode mnie pudełeczko, wyjmuje pierścionek, klęka na kolano i czeka na moją odpowiedź. Wpatruję się w jego piękną twarz i wiem, że chcę z nim być już zawsze!
- T-tak - jąkam, ale rozklejam się na dobre. Justin wsuwa pierścionek na mój palec, całuje moją dłoń i porywa mnie w swoje ramiona. Tuli do siebie, a mama razem z Richardem i Caroline klaszczą głośno. Jamie piszczy i kiedy odklejam się od Justina, podchodzi do nas niepewnie. Wystawia rączki i natychmiast biorę go w ramiona.

Kilkanaście dni później jedziemy na lotnisko. Jestem niesamowicie szczęśliwa, ale właśnie czekamy na przylot Alexa! Wciąż nie mogę uwierzyć, że Justin pozwolił mi się z nim spotkać. Jednak jestem mu bardzo wdzięczna, bo tęsknię za moim przyjacielem. Miałam z nim kontakt przez ten rok, ale walczyłam o to i postawiłam na swoim. Justin nie mógł mnie aż tak ograniczać i wreszcie to zrozumiał. Odnowiłam kontakt z Alice i dzięki temu wszystko wróciło do normy. Teraz jednak nie mogłam się już doczekać i nerwowo rozglądam się dookoła.

- Kotku, uspokój się - Justin przewraca oczami i kręci głową - Zaraz padniesz z tych nerwów. Mam być zazdrosny, skoro tak bardzo czekasz na Alexa? - unosi brew do góry i posyła mi poważne spojrzenie. Ups!
- Oczywiście, że nie! Po prostu... nie widziałam go tak długo i nie ukrywam, ale trochę się tym denerwuję. Nic więcej - uśmiecham się niepewnie i poprawiam czapeczkę, która opadła Jamiemu na oczka.
- No ja myślę, Kate. Mam nadzieję, że nie będę żałował waszego spotkania.
- Daj spokój, Skarbie. Alex jest tylko moim przyjacielem i dobrze o tym wiesz. To Ciebie kocham.

- Właśnie to chciałem usłyszeć - porusza zabawnie brwiami i szczerzy się szeroko.
- Jesteś nieznośny - burczę pod nosem i przewracam oczami - Poza tym chyba zapomniałeś, że Alex ma dziewczynę. Jest zakochany i szczęśliwy - byłam tym faktem zaskoczona, ale cieszyłam się, że mój przyjaciel ułożył sobie życie. Właśnie tego dla niego chciałam, ponieważ był wspaniałym człowiekiem.

Nagle drzwi rozsuwają się i przechodzi przez nie mój przyjaciel. Boże! Moje serce się zatrzymuje i łzy cisną mi się do oczu. Wspomnienia uderzają w moją głowę i mimo wszystko czuję ciepło na policzkach. Tak wiele mu zawdzięczam, bo zaopiekował się mną i wspierał przez te ciężkie dla mnie chwile. Widzę jego szeroki, czuły uśmiech i rzucam się w jego stronę. Rozchyla ramiona, tuli mnie do siebie i głaszcze po plecach.
- Cześć, maleńka - szepcze cicho i przytula mnie mocno - Jak dobrze Cię widzieć - odkleja mnie od siebie i uważnie wpatruje się w moją twarz - Zmieniłaś się, wiesz? Wyglądasz jeszcze piękniej, niż ostatnim razem.
- Ty też się zmieniłeś - uśmiecham się jak wariatka, ale jest niesamowicie przystojny! - Chodź, przedstawię Cię - mrugam do niego, podchodzimy do Justina, który wpatruje się w nas z zaciekawieniem - To mój narzeczony.
- Miło Cię poznać - wystawia dłoń, a Justin ściska ją i uśmiecha się przyjaźnie.
- Ciebie również... Kate dużo o Tobie opowiadała. Cieszę się, że ponownie możecie się zobaczyć.
- Tak, to niesamowite - spogląda na mnie i kręci głową - Więc? To jest nasz mały przystojniak, tak? - spogląda na Jamiego, który marszczy brewki i wpatruje się w Alexa. Cmoka smoczek i nie spuszcza z niego wzroku - Hej, maluszku. Pewnie mnie nie pamiętasz, co? - Alex grucha do niego i dotyka jego małej rączki. Jednak Jamie wcale nie zabiera jej, wręcz przeciwnie, uśmiecha się i smoczek wypada z jego usteczek. Justin chwyta go w ostatniej chwili - Jest już taki duży. Przecież niedawno był tak maleńki, jak to możliwe?

- Minął rok, Alex - chichoczę radośnie, ale rozczula mnie ten widok - Jedziemy do domu?
- Tak, Skarbie... jedziemy - Justin chwyta mnie za rękę, opuszczamy lotnisko i po chwili wsiadamy do auta.
Ciszę się, że Alex spędzi u nas kilka dni. Wreszcie będziemy mogli nadrobić stracony czas, porozmawiać. Mimo wszystko, Justin zrobił mi niesamowitą niespodziankę, czego kompletnie się nie spodziewałam. Jednak mój narzeczony bardzo się zmienił i kochałam go z dnia na dzień coraz mocniej. Nasze życie wreszcie zaczęło się układać i miałam nadzieję, że zawsze tak pozostanie...





K  O  N  I  E  C






**************************************************
Hello!
Cóż... przyszedł moment, iż muszę pożegnać się po raz kolejny :)
Napisałam to opowiadanie pod wpływem chwili, natchnienia. Nie jest długie, ale chyba nie o długość tutaj chodzi, prawda? Jednak cieszę się, że udało mi się je napisać. Jest nieco inne od moich poprzednich, ale kończy się dobrze. Chyba nie lubicie złych zakończeń, bo przy "As Long As You Love Me" miałam MEGA bunt, haha :P


Dziękuję każdemu, kto poświęcił czas, aby przeczytać moje wypociny.
Dziękuję również tym, którzy poświęcili kilka minut i zostawili po sobie ślad.

Dziękuję za to, że wciąż ze mną jesteście i nie macie mnie jeszcze dość.

Jesteście niesamowite! ♥


Teraz zostajemy już tylko przy "You Are My Desitny" :)


Kocham 

Dziękuję

Ściskam! 


Kasia.
♥♥♥