środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 5

Zostawiam Alice i niepewnie do niego podchodzę. Wkładam ręce do kieszeni spodenek i przygryzam wargę.
- Cześć - mówię cichutko, ale w środku cała się trzęsę. Boję się go, kiedy jest zły - Co Ty tutaj robisz?
- Cześć, Kotku - słyszę złość w jego głosie i widzę, jak poważne jest jego spojrzenie - Wychodzimy, teraz!
- Właściwie zostało mi jeszcze dwie godziny, nie chcę opuszczać zajęć. Przyjedziesz po mnie później?
- Nie, nie przyjadę, Kate - chwyta mnie pod ramię i opuszczamy budynek. Spinam się i zaczynam bać.
- Justin, spokojnie. Nie ściskaj tak mocno, to boli - próbuję odciągnąć jego nadgarstek, ale to na nic - Co z Tobą?
- Nie wyprowadzaj mnie z równowagi, naprawdę nie chcę zrobić sceny na środku chodnika, a jestem na skraju.

- W porządku, tylko poluźnij uścisk - natychmiast robi co mówię, czym nieco mnie zaskakuje - Dlaczego po mnie przyjechałeś? Coś się stało? - drepczę za nim, ale wcale nie mam ochoty z nim jechać. Zapewne nie będzie miło. 
- Tak, stało się. Doskonale wiesz, co! - podnosi głos, otwiera dla mnie drzwi i wsiadam do środka. Obchodzi go, siada za kierownicą i uruchamia silnik - Wkurwiłaś mnie tym, co zrobiłaś wczoraj. Zdajesz sobie z tego sprawę?
- Tak, Justin, chociaż nie rozumiem, dlaczego się zezłościłeś. Przecież jestem cała i zdrowa, byłam z mamą.

- Cieszę się, Kotku, że jesteś cała i zdrowa, ale nie o to mi chodzi. Sprzeciwiłaś mi się - zaciska dłonie na kierownicy i napina szczękę. Zaczyna się - Nienawidzę, kiedy to robisz!! - wrzeszczy, aż się wzdrygam. Jezu! 
- Proszę, nie decyduj za mnie. Mam swój własny rozum i chcę robić to, na co mam ochotę. Chciałam spędzić trochę czasu z mamą, to chyba nic dziwnego, prawda? Wiedziałeś, że jestem bezpieczna i nic się nie dzieje.
- Twoja matka działa mi na nerwy. Niech robi tak dalej, a marnie skończy - zamieram. On powiedział to na głos?

- Nie waż się zrobić jej krzywdę, rozumiesz mnie?! - teraz to ja podnoszę głos, ale mam go dość! Nim się orientuję, już parkuje w gangu i moja złość się kumuluje - To moja mama, Justin! Kobieta, którą kocham z całego serca! Mam tylko ją na tym świecie i proszę Cię, abyś trzymał się od niej z daleka. Kapujesz? - wysiada z samochodu, otwiera drzwi od mojej strony i wyciąga mnie siłą. Opieram mnie plecami o drzwi i patrzy na mnie poważnie. 
- Nie mów do mnie tym tonem, to po pierwsze - mruży oczy i dotyka moich ust swoimi - A po drugie; jeśli będę chciał wpakować jej kulkę w łeb, to nic mnie przed tym nie powstrzyma. Nawet Ty! - zamykam oczy, oddycham głęboko, a moje serce przepełnia ogromny żal, smutek i rozczarowanie. To, co mówi wręcz tnie mnie na pół.
- Jeśli to zrobisz... - przełykam gulę w gardle i uchylam powieki. Patrzę na niego, jednak nie okazuję ani krzty jakichkolwiek uczuć. Niech wie, że przechodzi samego siebie - Znienawidzę Cię całym sercem, rozumiesz? - marszczy brwi i chyba go tym zaskoczyłam - W jednej sekundzie przekreślisz wszystko, co nasz łączy. Nie będę mogła dłużej Cię kochać. Robiąc krzywdę mojej mamie, zrobisz coś strasznego. Coś, czego nigdy Ci nie wybaczę.- Nie odejdziesz ode mnie, nigdy Ci na to nie pozwolę - prycha z kpiną i mocniej ściska moje ramiona.
- W takim razie sama sobie strzelę w łeb, możesz być tego pewny, nie zawaham się. Nie mogłabym być z człowiekiem, który zabiłby moją matkę. Chcę, żebyś miał tego pełną świadomość, zanim posuniesz się dalej. 
- Grozisz mi, Skarbie? - przechyla głowę, ale wygląda na pewnego siebie - Ty? Taka mała, słodka dziewczynka?
- Nie grożę, tylko ostrzegam. Zrobię to i nawet nie drgnie mi powieka. A winę za to poniesiesz tylko Ty.
- Nie wkurwiaj mnie, Kate! - krzyczy wprost w moją twarz i zaczynam się go bać. Naprawdę jest wściekły i nie pamiętam, kiedy ostatnio był w takim stanie. Co się z nim dzieje? - Nie waż się tak do mnie mówić!
- Co się tutaj do cholery dzieje?! - Dry przerywa naszą kłótnie i patrzy na nas podejrzanie - Brave? Co jest, stary?

- Nic - burczy wkurzony i puszcza mnie - Taka mała lekcja dyscypliny - mruga do kumpla i wystawia dłoń w moją stronę. Próbuję uspokoić moje szalejące serce, chociaż jest to trudne - Czekam, Kate - unosi brew i niepewnie chwytam jego dłoń. Uśmiecha się z wyższością, bo wie, że wygrał. Czasami tak bardzo go nienawidzę za to, jak mnie traktuje - Grzeczna dziewczynka - uśmiecha się chytrze, ale mi wcale nie jest do śmiechu. Wchodzimy do środka razem z Dry i ponownie witają mnie spojrzenia chłopców. Gapią się, jakbym miała dwie głowy i przyleciała z kosmosu. Nie cierpię tego! - Chodź - pociąga mnie za sobą i wchodzimy po schodach. Jestem zaskoczona, ale idziemy dalej i nie zatrzymujemy się przy jego pokoju - Będzie Ci tutaj dobrze - przepuszcza mnie pierwszą i rozglądam się z zaciekawieniem - Zamieniłam się z Dry pokojami, ten jest zdecydowanie większy, a na naszą dwójkę potrzeba nieco więcej miejsca - to katastrofa! Zobaczy mnie nagą i wszystko się wyda! - Podoba Ci się?
- T-tak, jest bardzo ładnie - naprawdę jest. Pomieszczenie jest dwa razy większe, niż pokój Justina. Są dwie komody, większe łóżko i czarno biały dywan. Na ścianie wisi nasze zdjęcie, czym jestem mile zaskoczona. 
- Przywiozłem wczoraj Twoje rzeczy, możesz się rozpakować. Cała prawa strona w szafie jest Twoja.
- Muszę zadzwonić do mamy - wzdycham ciężko, przeczesuję włosy i wyjmuję telefon. Już widzę jego ponure spojrzenie, ale mam to w nosie - Nie patrz tak na mnie, okej? Martwi się o mnie, jestem jej dzieckiem.

- Wcale nie musi się martwić, jesteś ze mną bezpieczna. To miejsce jest tak twierdza, nikt się tutaj nie dostanie.
- To brzmi przerażająco, wiesz? - siadam na łóżku, schylam głowę i wpatruję się w swoje buty. Twierdza? Serio?!

- Nie bój się, Kate - kuca przede mną i układa dłonie na moich udach - Przecież robię to wszystko z troski o Ciebie, tak? Nie po to, żeby zrobić Ci na złość. Naprawdę w dzielnicy dzieje się coraz gorzej, Bloods pogrywają nieczysto i zapuszczają się na nasz teren. Muszę mieć na Ciebie oko, nie dopuszczę, aby cokolwiek Ci się stało. Proszę, nie złość się na mnie, Kochanie. Przepraszam, zapędziłem się nieco, co do Twojej mamy. Wcale nie chcę robić jej krzywdy, ale wkurwia mnie! Widzę, że chce oddzielić Cię ode mnie i nie podoba mi się to. Nie pozwolę na to ani jej, ani nikomu innemu. Kocham Cię, jesteś dla mnie najważniejsza - zaciskam usta, ale już sama nie wiem w co powinnam wierzyć. Jest taki zmienny, że aż trudno za nim nadążyć. Czy przed chwilą nie był wściekły? A teraz nagle wyznaje mi miłość? Mam serdecznie dość tego wszystkiego - Przepraszam za swoje zachowanie.
- Możemy gdzieś wyjechać? - pytam cicho, chwytam jego dłoń i bawię się palcami - Jestem zmęczona, Justin. 
- Wiem, Skarbie. Obiecuję, że gdzieś Cię zabiorę, ale jeszcze nie teraz. Nie mogę opuścić załogi, bo jest gorąco. W każdej chwili może rozpętać się cholerne piekło, muszę być na miejscu. Jak tylko się uspokoi, wyjedziemy w piękne miejsce - uśmiecha się, dotyka mojego policzka i głaszcze go czule. Tak bardzo potrzebuję jego czułości, dotyku, wsparcia. Od kilku nie robimy nic innego, tylko wciąż się kłócimy - Chcesz wziąć prysznic? Jesteś głodna?
- Nie, nie jestem głodna, a prysznic mi się przyda - przeciągam się i ziewam leniwie. Ta ciąża mnie wykończy!

- Jesteś taka śliczna - wsuwa palce w moje włosy i całuje mnie czule. Prześlizguje językiem po moich ustach i już czuję go w środku. Jednak to słodki pocałunek i z przyjemnością go oddaję. 

Biorę prysznic, przebieram w krótką, białą sukienkę i rozczesuję włosy. Dzisiaj jest upalnie i zostawiam je wilgotne. Wchodzę do pokoju i biorę telefon z komody. Boję się tej rozmowy, ale wiedziałam, że właśnie tak to się skończy. Nie chciałam jedynie odbierać mamie nadziei, ponieważ tak bardzo cieszyła się z nowego mieszkania.
- Hej, córeczko! Wszystko u Ciebie w porządku? Właśnie jadę do szkoły, stoję na światłach. Będę za pięć minut.
- Nie musisz, Justin mnie zabrał - kiedy tylko kończę mówić słyszę, jak mama gwałtownie wciąga powietrze.
- Jak to Cię zabrał?! Jakim prawem?! - krzyczy, aż odsuwam słuchawkę od ucha - Gdzie jesteś? Jadę po Ciebie.
- Zwariowałaś?! Nie możesz, mamo. To zbyt niebezpiecznie! Proszę Cię, uważaj na siebie, dobrze? Ze mną wszystko w porządku, Justin nie zrobi mi krzywdy. Możesz być o to spokojna. On tylko chce mnie mieć przy sobie.
- Czy Ty słyszysz, co mówisz, dziecko?! Rządzi Twoim życiem, to pewne, że któregoś dnia zrobi Ci krzywdę!
- Na razie wszystko jest pod kontrolą, nie obawiaj się. Obie wiedziałyśmy, że i tak mnie zabierze. Cały Justin.
- Jestem załamana, Kate - wzdycha ciężko i słyszę w słuchawce jej szloch. Siadam na podłodze, chowam głowę w kolana i płaczę razem z nią - Tak bardzo Cię kocham, córeczko. Mam tylko Ciebie i nie mogę Cię stracić.
- Nie stracisz, mamo. Przysięgam! - pociągam nosem i ocieram policzki - Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
- To się dopiero okaże. Zrobię wszystko, żeby Cię odzyskać i uwolnić od tego człowieka. Nie spocznę, Kate.
- Wiem, mamo. Proszę, bądź ostrożna, dobrze? Będę dzwonić do Ciebie codziennie, a niebawem się zobaczymy.

- Ty też na siebie uważaj. Gdyby działa Ci się krzywda, dzwoń do mnie. Przyjadę, chociażby się paliło! 
- Jesteś najlepszą mamą na świecie - mówię cichutko i tak bardzo chciałabym się do niej przytulić. 
- A Ty córeczką, moją małą dziewczynką z uroczymi warkoczykami, które sama Ci zaplatałam do przedszkola.
- Uwielbiałam je - chichoczę przez łzy, a do pokoju właśnie wchodzi Justin. Marszczy czoło zaskoczony - Muszę kończyć, mamo. Odezwę się jutro. Kocham Cię i całuję - cmokam w słuchawkę i kończę połączenie - Coś się stało?
- To ja powinienem o to zapytać. Dlaczego płaczesz? - podchodzi i wtula mnie w swoje ciało - Coś nie tak?
- Nic takiego. Po prostu tęsknię za mamą i nie chcę, żeby była sama. Nigdy się nie rozstawałyśmy.

- Jest dorosła, Kochanie. Chyba sobie poradzi, prawda? - głaszcze mnie po plecach, ale czuję, że jest spięty.
- Będę mogła się z nią widywać? - pytam, ale chyba boję się odpowiedzi na to pytanie - Obiecaj mi, Justin. 
- Jak przestanie świrować i próbować oddzielić mnie od Ciebie, to tak. Lepiej dla niej, żeby dała sobie spokój. 
- Moja mama mnie kocha. Robi to z troski o mnie, nie powinno Cię to tak dziwić. Doskonale wiesz, czym się zajmujesz, a ona tego nie pochwala. Boi się, że mogę przez to ucierpieć, że ktoś mnie wreszcie skrzywdzi.
-
 Nic takiego się nie stanie, mówiłem Ci to - odchyla głowę i patrzy mi w oczy - Ochronię Cię, Kochanie przecież doskonale to wiesz, prawda? - głaszcze moje policzki i cmoka mnie w usta. Przytakuję jedynie głową, ale wiem, że jest w stanie to zrobić - Więc nie obawiaj się, ona też nie powinna. Jesteś moim oczkiem w głowie.
- Przyrzeknij mi tutaj i teraz, że nigdy nie zrobisz jej krzywdy - biorę jego głowę w dłonie i patrzę mu w oczy.
- Przyrzekam - mówi cicho i zaciska usta. Widzę skruchę w jego spojrzeniu - Naprawdę mnie wtedy poniosło.
- Właśnie taką mam nadzieję. Wiem, że robisz popieprzone rzeczy, ale złamałbyś mnie tym na milion kawałków.
- Wiem, Kochanie. Uwierz mi, to ostatnie, na co mam ochotę. Przecież jesteś dla mnie najważniejsza, tak?
- Nigdy więcej nie mów mi takich rzeczy. Przerażasz mnie wtedy i boję się Ciebie. Nie chcę się tak czuć. 
- Nie bój się, przepraszam - opiera czoło o moje i wzdycha ciężko. Rzadko przeprasza i chyba naprawdę musi się źle z tym czuć - Byłem wściekły i zapędziłem się. Wiem, że to Twoja mama. Będę się trzymał od niej z daleka.
- To mi się podoba. Jeśli będzie inaczej, osobiście skopię Ci tyłek! - mrużę oczy i próbuję wyglądać groźnie.

- Jesteś taka ostra, Kotku! - gryzie moją wargę i pociąga za nią. Mocno dociska mnie do siebie i przenosi dłonie na moją pupę. Unosi mnie, owijam nogi wokół jego bioder i po chwili rzuca mnie na łóżko - Tęskniłem za Tobą - szepcze cicho i jego oddech przyśpiesza. Muska językiem moją szyję i czuję przyjemne ciepło w całym ciele. Jednym ruchem zdejmuje ze mnie sukienkę, ale przypominam sobie o dziecku. Boże! Cała się spinam i mocno ściskam jego ramiona - Co się stało? - marszczy czoło i wpatruje się we mnie uważnie. Jednak moje gardło ściśnięte jest na supeł i nie wiem, co mam powiedzieć - Wszystko w porządku? - przytakuję głową, ale boję się, że może coś zauważyć - Odpręż się, nie musisz się bać. Jestem obok, Skarbie - pociera swoim nosem o mój, odpina stanik i pieści moje piersi. Mruczy cicho i widzę podniecenie w jego oczach - Uwielbiam Twoje piersi, wiesz? - uśmiecha się zadziornie i bardzo staram się rozluźnić - Są jakby większe - o boże! - To całkiem seksowne, Skarbie - gryzie mnie w sutek i czuję to w całym ciele! Odchylam głowę, zaciskam usta i wsuwam palce w jego włosy - Kurwa, pragnę Cię! - podnosi się, rozbiera szybko i już czuję go na sobie. Całuje mnie zachłannie, mocno i jęczy cicho - Kocham Cię, Kate - coś ściska mnie w sercu. Chłopak, który od kilku lat jest w najniebezpieczniejszym gangu w Los Angeles, zakochał się w nastolatce, która spodziewa się jego dziecka. Czy to jakiś kiepski żart?

Wieczorem nudzę się, leżę w łóżku i przeglądam internet w telefonie. Justina nie ma od dobrych trzech godzin i zastanawiam się, czy właśnie tak będzie wyglądało teraz moje życie. Będę zamknięta w miejscu, którego nienawidzę i czekała na niego. Wolałabym być w domu, z mamą. Mogłybyśmy porozmawiać, pooglądam nasz ulubiony serial, lub ugotować coś pysznego. Tęsknię za nią, nigdy nie rozstawałam się z nią na długo i coś ściska mnie w brzuchu. To nie moja wina, jest przecież jedyną osobą, którą mam. Chciałabym się z nią zobaczyć, przytulić. Potrzebuję jej w swoim życiu. To złe, że Justin mnie tutaj zamknął i odciął od świata.

Po czterech godzinach mam dość. Chowam telefon do kieszeni krótkich spodenek i zakładam na nogi trampki. Wychodzę z pokoju i zatrzymuję się przy schodach. Na dole jest mnóstwo chłopców, którzy rozmawiają. Jedni krzątają się, drudzy grają na konsoli, a jeszcze inni popijają piwo. Hala jest ogromna, podzielona na kilka części. To zdecydowanie nie miejsce dla mnie, ale czy ktoś dał mi jakiś wybór? No właśnie. Odpowiedź jest dość prosta.
Schodzę na dół, ale na szczęście nigdy nie widzę Glovera, ani Justina. Jest za to Dry, jedyny chłopak stąd, którego darzę sympatią. Niestety jest również Sky, który przeraża mnie tak samo jak Glover. Jego wytatuowana twarz śni mi się najczęściej. Widać tylko jego oczy, reszta ukryta jest pod tatuażami. Najważniejsza oczywiście jest „18”, przynależność do gangu. Nigdy nie zrozumiem tego, co trzeba mieć w głowie, aby wytatuować sobie całą twarz?

- Kate? - głos Dry zatrzymuje mnie tuż przy drzwiach wyjściowych - Hej, dokąd idziesz? Chodź do nas.
- Chciałam wyjść na zewnątrz, potrzebuję świeżego powietrza - odwracam się i patrzę na niego błagalnie. 

- Wracaj na górę, Brave nie pozwolił Ci opuszczać tego miejsca. Prawda? - Sky prycha z kpiną i patrzy na mnie pewny siebie. Stoję w miejscu, trzymam dłoń na klamce i chcę po prostu wyjść! - Na co czekasz, huh?
Mam go w dupie. Uchylam drzwi, opuszczam halę i kiedy tylko podmuch wiatru uderza w moje ciało, zachłystuję się powietrzem. Opieram dłonie na ścianie, schylam głowę i wybucham płaczem. Przez ciąże moje humorki szaleją i nigdy nie wiem, w jakim nastroju będę za pięć minut. To męczące, kiedy chce mi się śmiać, a za minutę najchętniej wyłabym w poduszkę. Mam dość, jestem tym zmęczona, a to dopiero początek. W dodatku jestem z tym całkiem sama, ponieważ nie mogę powiedzieć prawdy Justinowi. Przez to czuję się zagubiona, potrzebuję wsparcia, a dostaję coś zupełnie innego. Wieczne pretensje, kłótnie i kontrolę. To tylko pogarsza sytuację.
- Hej, wszystko w porządku? - Dry układa dłoń na moich plecach i głaszcze pocieszająco - Co się dzieje, mała?
- N-nic, to tylko chwilowe, zaraz będzie okej - oddycham głęboko, ocieram łzy i biorę się w garść - Widzisz?
- Zauważyłem, że ostatnio jesteś przygnębiona, cicha. Wiesz, że możesz mi powiedzieć, dochowam tajemnicy.
- Boję się, Dry - zaciskam usta i ponownie czuję ciepłe łzy - Nie chcę tutaj być, przeraża mnie to miejsce, ich twarze, oczy. Chciałabym wrócić do domu, ale Justin mi na to nie pozwala. Proszę, porozmawiaj z nim.
- Mogę to zrobić, ale on mnie nie posłucha. W dzielnicy nie dzieje się najlepiej, Bloods zapuszczają się na nasz teren i 
są w tym coraz odważniejsi. Chcą przejąć nasze terytorium obok galerii, nie możemy im na to pozwolić. To oznacza, że będzie wojna. Jesteś dziewczyną członka gangu, Kate. Doskonale wiesz, że to nie przelewki, to poważna sprawa. Brave chce zapewnić Ci bezpieczeństwo. Gdybym miał dziewczynę, zrobiłbym to samo - och!
- Rozumiem to, naprawdę! Ale chyba w moim własnym domu nic mi nie będzie groziło, prawda? Nie wejdą tam!
- Tego nikt nie wie - wzrusza ramionami i ku mojemu zaskoczeniu, przytula mnie do siebie - Wszystko się ułoży, zobaczysz - zamykam oczy, wtulam się w jego ciało i rozluźniam się - Jezu, ależ jesteś zestresowana - kręci głową i wzmacnia uścisk. To dziwne, ale właśnie tego było mi potrzeba. Kiedy tak właściwie Justin przytulił mnie i po prostu był obok? Ma swoje zajęcia, mało czasu i nie w głowie mu wspieranie mnie - Brave naprawdę Cię kocha. Owszem, jest cholernie narwany, wybuchowy, ale to dobry człowiek. Bardzo go zmieniłaś, na lepsze oczywiście.
- Tak, wiem. Czasami myślę, że odrobinę za bardzo, skoro tak bardzo mnie kontroluje. Powinien wyluzować.
- Hej, co się tutaj dzieje? - jak na zawołanie słyszę jego głos i niechętnie odrywam się od Dry - Płaczesz?
- Przytul mnie - wystawiam ręce, natychmiast porywa mnie w swoje ramiona i wręcz miażdży uściskiem.
- Co jest, Skarbie? Dlaczego płaczesz? 
- szepcze cichutko i głaszcze mnie po włosach. Nie odpowiadam, moje gardło jest ściśnięte na supeł - Ktoś zrobił Ci krzywdę? Powiedział coś głupiego? - kręcę przecząco głową i wtulam się w niego jeszcze mocniej. Tak bardzo go teraz potrzebuję - Więc o co chodzi, powiedz mi. Martwię się.
- Ma po prostu gorszy dzień - Dry odpowiada za mnie - Poświęć jej więcej czasu - klepie go po plecach i odchodzi.
- To prawda, Kotku? -
 mruczę cicho, a jego ciało nieco się rozluźnia. Bierze mnie na ręce i wchodzimy z powrotem. Jednak nie idziemy na górę, tylko siadamy z chłopakami. Świetnie! To ostatnie, na co mam w tej chwili ochotę.
- Kurwa, Brave! Masz zamiar ją tak niańczyć? Jest strasznie miękka, powinieneś ją zahartować - co takiego?!
- Goń się, Sky. Nie mam zamiaru słuchać Twojego pierdolenia, okej? Daruj sobie - wzdycha ciężko, przenosi mnie na swoich kolana i tuli do siebie. Nigdy nie wstydził się okazywać mi uczuć przy reszcie chłopców. 
- No, co? To dzieciak, ale powinna być twarda skoro z Tobą jest. Musi umieć walczyć! Co zrobisz, kiedy ktoś ją kiedyś zabierze, huh? Nawet nie umie się obronić - prycha z kpiną i muszę mocno zacisnąć dłonie, aby nie wybuchnąć złością. Nienawidzę go tam samo, jak Glovera! - Dziewczyny to porażka. Są takie słabe i żałosne.
- Możesz się wreszcie zamknąć?! Chcę po prostu posiedzieć tutaj i odpocząć, tak? Więc z łaski swojej przestań gadać! - krzyczy, a to oznacza tylko jedno; coś się dzieje. Czy chłopcy z Bloods mają z tym coś wspólnego?
- Spoko, nie musisz się tak unosić - przewraca oczami i spogląda na mnie. Gapi się, czym strasznie mnie krępuje. Jednak nie spuszczam z niego oczu. Unikam tego chłopaka jak ognia, ale kiedy tylko ma chęć po prostu mi dokucza. Nie ma w nim nic dobrego, to wcielenie zła - Hmm, dlaczego tak na mnie patrzysz, dziewczynko?
- Patrzę na Ciebie, bo Ty patrzysz na mnie... chłopczyku - mówię pewna siebie i wzruszam ramionami. 
- To ciekawe. Zrobiłaś się odważna - uśmiecha się chytrze, aż po moim ciele przebiega nieprzyjemny dreszcz. 
- Hej! - do środka wchodzi jakiś chłopak, którego widzę go pierwszy raz na oczy - Przyjechał Miquel. Idziecie?
- Tak, będziemy za chwilę. Dzięki, młody - Justin burczy pod nosem i przeciera twarz rękami. Coś się kroi.
- Uuu, ktoś dzisiaj zostanie naznaczony - Sky wybucha śmiechem i zaciera ręce - Przygotuj się, dziewczynko - co?!

- J-Justin? O czym on mówi? - pytam przestraszona i coraz mniej zaczyna mi się to podobać - Proszę, powiedz mi.
- Chodźmy - podnosi się, stawia mnie na nogach i chwyta za rękę. Panika natychmiast strzela w moje ciało, serce przyśpiesza, a strach paraliżuje. Tutaj chodzi o mnie, to ja mam być naznaczona! Nie pozwolę mu na to! Wyrywam dłoń z jego uścisku i robię kilka kroków w tył. Justin patrzy na mnie zaskoczony i marszczy brwi - Nie utrudniaj mi tego, Kate. To potrwa tylko chwilę i będzie po wszystkim, obiecuję. Będę Przy Tobie, nie bój się.

- Nie mam pojęcia, o czym Ty kurwa mówisz, ale cokolwiek to jest, nie wyrażam zgody! Rozumiesz mnie?!
- Przestań! - krzyczy, a jego surowy głos odbija się od ścian budynku - Po prostu mi zaufaj, dobrze?
- Nie, Justin - potrząsam głową jak w amoku i jestem sparaliżowana strachem - Nie chcę tego, nie pozwalam Ci.

- To nic strasznego, sama się przekonasz - podchodzi do mnie, ale nie mam dokąd uciec. Przytulam plecy do lodowatej, betonowej ściany i zwijam dłonie w pięści - Kotku - chwyta moją głowę w dłonie i przekręca w swoją stronę. Pochyla się i całuje mnie w czoło - Przecież wiesz, że nigdy nie zrobię Ci krzywdy. Spokojnie - nie uspokaja mnie tym, wręcz przeciwnie, boję się jeszcze bardziej. Mimo to zmusza mnie do ruchu i opuszczamy budynek. Idzie z nami Sky, co przeraża mnie jeszcze bardziej. Trzęsę się i ledwo stawiam kroki. Mój brzuch kurczy się z nerwów, ale nie wiem, co mnie czeka. Co oznacza, że zostanę „naznaczona”? - Jesteśmy - wchodzimy do niskiego budynku i w moje oczy rzuca się młody chłopak - Siema, Migi - Justin wita się z nim żółwikiem i sadza mnie na krześle - Zrób to szybko - czuję, że zaraz zemdleję. Wiem, co chce mi zrobić i nie mogę do tego dopuścić!









sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział 4

Gapię się na to, co dzieje się przede mną, a moje policzki zalewają łzy. To dla mnie zdecydowanie za dużo, nigdy nie spotkałam się z czymś takim i nie ukrywam, nigdy tego nie zapomnę. Chłopak jest zmasakrowany, z jego twarzy ścieka krew, jednak chłopcy nie przestają się nad nim znęcać. Mam dość, działam pod wpływem impulsu i zbiegam ze schodów. Muszę mu pomóc, jakoś go obronić i nie pozwolić, aby go tutaj zabili.
- Kate! - nim mam szansę dotrzeć do środka okręgu, Glover obejmuje mnie od tyłu i dociska do swojego ciała - Ani mi się waż! - syczy przez zęby, walczę z nim, odpycham, ale skurczybyk ma mnóstwo siły. Mocniej przytula moje plecy do swojego torsu, a z moich ust ucieka jęk bólu - Uspokój się i zachowaj zimną krew. Tak musi być.
- Pierdol się! Justin!! - wrzeszczę, aż zdzieram sobie gardło - Nie rób tego! Przestań! - zapowietrzam się od płaczu i nie dowierzam, że mój chłopak bierze udział w czymś tak okrutnym! Zdaję sobie sprawę, że robi zdecydowanie gorsze rzeczy, ale nigdy nie widziałam tego na własne oczy. Ten widok będzie mnie długo prześladował.

- Zamknij się, do kurwy nędzy! - Glover szepcze groźnie wprost do mojego ucha i robi kilka kroków w tył. 
Dyszę ciężko, przez łzy ledwo widzę na oczy i ponownie próbuję się wyrwać. Ku mojemu zaskoczeniu, Glover puszcza mnie, a chłopcy odsuwają się od chłopaka. Ocieram policzki, w pomieszczeniu panuje cisza i jedynym dźwiękiem, jaki do mnie dociera, są przeraźliwe jęki skatowanego chłopaka. Bez namysłu rzucam się w jego kierunku, odpycham Sky i przedostaję się do środka koła. Kucam obok chłopaka, ale nie dałabym mu więcej, niż osiemnastu lat. Co on tutaj w ogóle robi? Pieprzyć to! Nie to jest jednak ważne, a to, że ledwo żyje!
- Boże, trzeba Cię zabrać do szpitala - wpatruję się w jego twarz i nie wierzę, że wyrządzili mu taką krzywdę.
- Kate, chodź do mnie - słyszę głos Justina, ale nie ruszam się z miejsca. Jestem na niego wściekła, jak diabli.

- Zwariowaliście?! - podnoszę się i patrzę na nich z mordem w oczach. Stoją dumnie, z uniesionymi głowami, jakby nie zrobili nic złego! Dostrzegam na ich twarzach chytre uśmieszki, co mnie szokuje - Mogliście go zabić!
- Cóż, wtedy okazałoby się, że jest zbyt słaby, aby do nas dołączyć - Glover podchodzi i unosi palcem moją głowę. Pieprzone bydlaki - To jest właśnie nasza "osiemnastka", Kruszyno. Jeśli pewnego dnia zechciałabyś do nas dołączyć, również musiałabyś przez to przejść. Takie zasady - boże! Przecież to zabiłoby moje dziecko!

- Możesz pomarzyć! Nigdy do was nie dołączę - wyrywam brodę z jego uścisku i próbuję unormować szalejący oddech. Więc to wszystko było zaplanowane? To jest ich popaprany test?! Spoglądam na chłopaka, który wciąż leży na podłodze i mam ochotę strzelić Gloverowi w twarz - Trzeba go zawieźć do szpitala. Potrzebuje pomocy.
- Nic mu nie będzie, wracaj na górę - Justin patrzy na mnie wkurzony, ale jemu też mam ochotę przypierdolić.
- Jesteście chorzy, powinniście się leczyć! - spluwam z kpiną, odwracam się i wbiegam po schodach na górę.
- Kurwa! - dociera do mnie jego głos, ale mam to w dupie! Wskakuję do łóżka, okrywam się po samą głowę i wylewam z siebie żal i strach. Nie spodziewałam się czegoś takiego, a oni byli tacy brutalni i wkładali w uderzenia całą siłę, jaką tylko mieli. Jak przeżyć coś takiego przez osiemnaście, pieprzonych sekund? Czy dziewczyny, które są w gangu też musiały przejść przez ten koszmar? Ja umarłabym po jednym kopniaku! Ciężko uwierzyć w to, że takie rzeczy dzieją się naprawdę. Dlaczego to robią? Sprawia im to przyjemność? A może lubią sprawiać ludziom ból, krzywdzić ich? - Kate? - wzdrygam się na głos Justina - Hej, spokojnie. Nie chciałem Cię przestraszyć - mówi cichutko, układa się za mną i dociska do swojego ciała. Wcale nie chcę, żeby mnie teraz dotykał, ale nie mam odwagi, aby mu o tym powiedzieć. Nie mam pewności, czy nadal nie jest wściekły - Wszystko w porządku? - nie odpowiadam na jego pytanie, ponieważ nic nie jest w porządku! Jak mógł w ogóle o to zapytać? Właśnie przed chwilą byłam świadkiem tego, jak w brutalny sposób pobili bogu ducha winnego chłopaka! Po co? Dla pochrzanionego testu?! - Kotku? Powiedz coś, proszę - przełykam ślinę i próbuję powstrzymać łzy.
- Jestem zmęczona. Pozwól mi po prostu zasnąć - szepczę cicho, zaciskam dłoń na kocu i wyłączam myślenie.


Budzę się kilka minut po dziesiątej. Biorę prysznic, przebieram się i zjadam jajecznicę, którą przygotował Dry. Nie odezwałam się słowem, nie wspomniałam o nocnym zajściu i Justin również nie poruszał tego tematu. Nie ma sensu do tego wracać, skoro to nie była jednorazowa akcja, a ich szalony rytuał dla nowych członków gangu.

Do mojej mamy jadę razem z Justinem. Uparłam się i nie miałam zamiaru go posłuchać, kiedy mi zakazał. Mama była zaniepokojona i musiałam ją uspokoić. Nie wiedziałam, jak mam to zrobić, skoro sama nadal byłam roztrzęsiona po ostatnich wydarzeniach. Mimo to musiałam wziąć się w garść i przykleić uśmiech na twarz.
- Córeczko! - mama przytula mnie, kiedy tylko przekraczam próg domu - Jesteś cała i zdrowa. Dzięki Bogu!
- Właściwie nie dzięki Bogu, a mnie. To ja ją chronię - Justin prycha rozbawiony i opiera się o futrynę.

- Co on tutaj robi? - głos mamy wręcz tnie powietrze. Wow! - Nie chcę Cię widzieć w moim domu. Wiesz o tym!
- Spokojnie, nie będziesz mnie widziała. Przyjechaliśmy tylko po rzeczy dla Kate. Zabieram ją ze sobą, do gangu.
- Co takiego?! - mama uchyla usta w szoku i spogląda raz na mnie, raz na niego - Jak to ją zabierasz?

- Normalnie. Zostanie tam przez jakiś czas. Ostatnio w dzielnicy nie jest bezpiecznie, chcę ją mieć na oku.
- Chyba sobie kpisz! To ja będę mieć ją na oku, ponieważ to ja jestem jej matką! Tylko ja mam do tego prawo.
- Nawet nie zaczynaj tej dyskusji, nie ma sensu. Jeśli ponownie nie chcesz mnie wkurwić, lepiej zamilcz.
- Ty szczeniaku! Jak śmiesz odzywać się do mnie w ten sposób! Nie masz za grosz szacunku do starszych!
- Kate, pośpiesz się, Kotku. Tracę cierpliwość i zaraz mogę mieć kolejnego trupa na sumieniu - o, boże!
- Jak możesz? - patrzę na niego zszokowana, a moje serce kurczy się boleśnie - To moja mama, do cholery!
- Ty też chcesz mnie dzisiaj zdenerwować? - mruży oczy, podchodzi i chwyta moje ramiona. Wbija w nie palce, aż się krzywię - Bądź posłuszna, zrozumiałaś? Idź do swojego pokoju, spakuj rzeczy i wróć! Masz pięć minut!

- Zostaw ją! - mama wyrywa mnie z jego uścisku i czuję, że to nie skończy się dobrze. Zaraz rozpęta się prawdziwa burza! - Wynoś się z mojego domu. Nie pozwolę Ci na to, żebyś zniszczył życie mojej córce! Po moim trupie!
- Och, serio? To akurat może być szybciej niż myślisz! - podnosi głos, wyjmuje pistolet i przystawia go do głowy mojej mamy. Boże! Nie wierzę w to, co widzę - Masz jeszcze coś do powiedzenia, huh? No dalej! Czekam!
- Justin, opuść broń. W tej chwili - mówię spokojnie i tępo się w niego wpatruję. Jest wkurzony, patrzy na moją mamę z mordem w oczach i wiem, że byłby zdolny pociągnąć za spust - W tej chwili!! - krzyczę, ale nie wzruszają go moje słowa. Jestem wściekła i mam go serdecznie dość. Podchodzę, odpycham go od mojej mamy i patrzę wprost w jego oczy. Jest zaskoczony moim ruchem - Nigdy więcej tego nie rób, zrozumiałeś mnie? To, co zrobiłeś... - zacinam się i staram się powstrzymać łzy. Jest to niezmiernie trudne - Zraniłeś mnie. Mówisz, że mnie kochasz, a chciałeś skrzywdzić jedyną osobę, która jest dla mnie najważniejsza na świecie? - kręcę głową i przegrywam walkę ze łzami. Ciurkiem spływają po moich policzkach i ledwo go widzę - Nie pojadę z Tobą, nie teraz. Idź już - odwracam się za siebie, obejmuję mamę ramieniem i opuszczamy salon. Wchodzimy na górę, zamykam za nami drzwi mojego pokoju i siadamy na kanapie. Tulę ją do siebie i obie płaczemy.

Kiedy emocje nieco opadają, uśmiecham się do mamy i ocieram jej łzy. Czuję się źle z tym, co odwalił Justin.
- Znalazłam mieszkanie w centrum miasta. Zarezerwowałam je i w każdej chwili możemy jechać obejrzeć. Chcesz?
- Jasne, że chcę. Na pewno jest ładne, masz dobry gust. Mamo... wiesz, że to nic nie da? On nie odpuści.
- Oczywiście, że da! Wyprowadzimy się w nocy, po cichu. Nawet nie będzie o tym wiedział i da Ci spokój. 

- Znajdzie mnie wszędzie, nie pozwoli mi odejść. Ani dzisiaj, ani jutro, ani nigdy. Chyba, że sam się mną znudzi.
- Będzie tak, jak mówię, Kate. Wyprowadzimy się stąd, nie masz nic do gadania. Jestem Twoją matką. 
- Jeśli tego właśnie chcesz, niech tak będzie. Wiesz, że bardzo Cię kocham i chcę z Tobą mieszkać.
- Wiem, córeczko. Zbieraj się, jedziemy obejrzeć mieszkanie. Jak Ci się spodoba, wpłacę zaliczkę.

Na miejscu jesteśmy dobre czterdzieści minut później. Okolica jest spokojna, zaraz przy parku i małym sklepie spożywczym. Rozglądam się z zaciekawieniem, ale muszę przyznać, że bardzo mi się podoba. To zupełnie inna bajka! Nasza dzielnica jest bardzo niebezpieczna, a tutaj spacerują ludzie starsi, matki z dziećmi i nie ma śladu przemocy. Chciałabym tu zamieszkać, chociaż szanse są marne. Mimo wszystko nie chcę odbierać mamie nadziei, bo była taka szczęśliwa, kiedy zgodziłam się tutaj przyjechać. Miałybyśmy w tym miejscu dobre życie.
- Zapraszam Panie - głos starszego mężczyzny wyrywa mnie z moich myśli. Uśmiecha się do nas, gestem dłoni zaprasza do środka i przepuszcza nas w drzwiach - Mieszkanie ma siedemdziesiąt metrów. Jest osobna kuchnia, łazienka z prysznicem i wanną oraz trzy pokoje plus taras. Proszę pooglądać, w razie czego będę na dole.
- Dziękujemy - mama uśmiecha się szeroko i rozkłada ramiona - Prawda, że piękne mieszkanie? W sam raz dla nas.

- To prawda, bardzo mi się podoba. Idę zwiedzić resztę - wchodzę do każdego pomieszczenia, nie ma tutaj nic, ale mieszkanie jest spore i co najważniejsze, w fajnym miejscu - Jest boskie, mamo! Zajmuję ten pokój po prawo.
- A więc postanowione! Zaraz ureguluję płatności i niebawem będziemy mogły się wprowadzić. Cieszę się.
- Ja również - uśmiecham się i nagle przypominam sobie o Justinie - Wiesz, że kiedy wrócę on mnie zabierze?
- Dzisiaj zostajemy tutaj. Pojadę do domu po najpotrzebniejsze rzeczy, a prześpimy się na materacu. Może być?
- Jasne - całuję ją w policzek, ale nie chcę jej martwić. Możemy to odwlekać, jednak Justin i tak po mnie przyjdzie.


Mama jedzie do domu, a ja siadam na jedynej kanapie, która się tutaj znajduje. Wzdycham ciężko i myślę sobie, jak zareaguje na to wszystko Justin. Jestem przekonana, że mi na to nie pozwoli. Mama naprawdę jest taka naiwna? To nie może się udać, ponieważ to on decyduje o moim życiu. Chociaż bardzo bym chciała, mama nie może mnie ochronić, nikt nie może. Justin zabierze mnie do gangu i może nie wypuścić przez dłuższy czas. Nie zobaczę mamy, a co gorsza, nie odwiedzę lekarza. Muszę to robić, przecież jestem w ciąży! Jeśli będę przebywać z nim codziennie, zobaczy mnie nago i zorientuje się pewnego dnia, że mój brzuch już nie jest płaski. To kwestia miesiąca, a zobaczy różnicę. Tak bardzo obawiam się jego reakcji. Przecież to nie jest słodki chłopiec, który mógłby zostać ojcem i cieszyć się z tego powodu. Będzie wściekły, a jeśli powie o tym Gloverowi, moje życie szybko dobiegnie końca. Nie chcę tak skończyć, tylko jak mam się ratować? Jestem tylko nastolatką, co ja mogę? 

Czekam na mamę i zaczynam się nudzić. Leżę rozłożona na kanapie i gapię się w sufit. Nie ma jej dobre dwie godziny i zaczynam się martwić. Biorę telefon z szafki, już mam do niej zadzwonić, jednak słyszę dzwonek. Wpatruję się w wyświetlacz, na którym widnieje zdjęcie mojego chłopaka, a serce podchodzi mi do gardła.
- Hej, Skarbie. Co porabiasz? - grucham słodko i staram się brzmieć normalnie. I tak spodziewam się najgorszego.

- Gdzie Ty kurwa jesteś, huh?! Nie ma Cię w domu, nikogo tam nie ma! - o kurcze! Widocznie mama jest już w drodze powrotnej - W tej chwili mów, gdzie się podziewasz, Kate. Nie żartuję, rozumiesz mnie? Jestem wściekły! 
- Nie krzycz. Nie czuję się najlepiej, boli mnie głowa. Nie złość się, wszystko jest w porządku. Jestem bezpieczna.
- Tylko ze mną jesteś bezpieczna! Nadal nie powiedziałaś mi, gdzie jesteś! Chcę Cię zabrać, co Ty kombinujesz?
- Nic. Nie będę dzisiaj nocowała w domu, Skarbie. Nie martw się, jestem cała i zdrowa. Spotkamy się jutro?
- Chyba kurwa zwariowałaś! - wrzeszczy, aż odchylam słuchawkę od ucha - Nie pogrywaj ze mną, kapujesz?! Wiesz, jak kurewsko tego nie lubię. Nie wywijaj mi takich numerów, bo nie skończy się to dobrze.
- Chcę spędzić z mamą trochę czasu, zadowolony? Ostatnio przesadziłeś i nie chcę zostawiać jej samej.
- Sprowokowała mnie, tak? - och, świetnie! Co za bzdury - Dobrze wiesz, że i tak bym jej nie zastrzelił, prawda?
- Nie wiem, Justin. Jesteś zdolny do wszystkiego, dlatego potrzebuję z nią pobyć. Nie martw się o mnie, dobrze? - oddycham głębiej, a do mieszkania wchodzi mama. Marszczy brwi, uważnie mi się przygląda i orientuje się w sytuacji - Muszę kończyć, zdzwonimy się jutro. Odpręż się i spędź czas z kolegami. Chwila relaksu dobrze Ci zrobi.
- Co Ty pierdolisz, dziewczyno? Chcę wiedzieć, gdzie jesteś, rozumiesz? W tej chwili masz mi to powiedzieć, Kate!
- Justin... - zaczynam, ale nie dane jest mi dokończyć. Mama wyrywa telefon z moich dłoni i zaciska szczękę.
- Zostaw moje dziecko w spokoju! - syczy przez zęby i kończy połączenie
- Wyłącz telefon, Kate. Natychmiast! - jej głos tnie powietrze, ale już słyszę jak dzwoni. Wyrywa go z moich dłoni i robi to za mnie - Niech się od Ciebie odpieprzy! Mam go dość! Dlaczego nie może zostawić Cię w spokoju?! Niech znajdzie sobie inną ofiarę.
- Wiesz, że pogorszyłyśmy tym tylko sytuację? Naprawdę będzie wściekły i może zrobić Ci krzywdę, mamo!
- Niech robi ze mną co chce, Kochanie. Grunt, żebyś Ty była bezpieczna - mój boże! Wbija mi nóż w serce.
- Mamo - chowam twarz w dłoniach i wybucham płaczem - T-tak bardzo Cię k-kocham - jąkam się przez płacz, mama siada obok i mocno przytula mnie do siebie. Nie chcę, aby cokolwiek stało jej się z mojej winy. Jak mogłabym żyć z takim poczuciem winy?! - Przepraszam za wszystko! Za to, że mnie wybrał. Za to, że spotkaliśmy się wtedy na ulicy! - podnoszę głos, odchylam się, a mama karci mnie spojrzeniem - To moja wina.
- Obie wiemy, że to nieprawda
 - głaszcze mnie po włosach i kołysze na boki - Nie miałaś nic do powiedzenia, zdecydował za Ciebie, to zły człowiek. Muszę Cię chronić, na dodatek jesteś w ciąży, a to sporo komplikuje.
- To najgorsze, co mogło się stać - pociągam nosem i ocieram policzki - To dziecko przeżywa teraz horror. 

- Dlatego musisz być spokojna - spoglądam na nią i unoszę brew. Poważnie? Jak mam to zrobić? - Przeprowadzka to jedynie rozwiązanie, nie możesz być w pobliżu tego chłopaka. Dziecko nie jest winne i trzeba zrobić wszystko, aby je ochronić. To kwestia kilku dni, a brzuszek zacznie być widoczny. Niebawem zaczniesz trzeci miesiąc, wiesz, że ja już widzę lekką różnicę? - och! Podwijam koszulkę i obie się w niego wpatrujemy - Uwypuklił się i wyglądasz, jakbyś za dużo zjadła - chichoczę przez łzy, ale faktycznie tak jest - Jesteś szczupła i niska, dlatego już tak dobrze widać. Kiedy byłam z Tobą w ciąży, wyglądałam tak samo. Dziwię się, że on jeszcze tego nie zauważył. 
- Nie paraduję przed nim nago, mamo. Wczoraj, no wiesz... - zawstydzam się, ale nigdy nie mówiłam mamie o seksie - Było ciemno w pokoju. Justin nie zwraca uwagi na mój brzuch, bo nie wie, że jestem w ciąży.
- To nie może się wydać. Ukrywaj to tak długo, jak będziesz mogła. Coś wymyślę. A teraz zjedzmy coś.

Wzdrygam się, kiedy nagle w pokoju rozbrzmiewa głośny dźwięk budzika. Cholera! Przecieram oczy, ale czas wstać do szkoły. Nie mam na to najmniejszej ochoty, na szczęście to ostatni tydzień. Mama posyła mi uśmiech i krząta się po kuchni. Podnoszę się z materaca, przechodzę do łazienki i próbuję doprowadzić się do porządku.

Droga do szkoły zajmuje nam więcej czasu, ponieważ mieszkanie jest oddalone od naszego obecnego. Na razie mi to nie przeszkadza, bo i tak czeka mnie dwa miesiące błogich wakacji i tylko o tym jestem w stanie myśleć.
- Przyjadę po Ciebie punkt trzynasta czterdzieści pięć, dobrze? Nie ruszaj się stąd beze mnie. Zrozumiano?
- Tak, jest! Spokojnie, dobrze? Będę na Ciebie czekać, nie martw się tyle, bo szybko osiwiejesz, kobieto!
- To możliwe - mruga okiem i cmoka mnie w czoło - Uważaj na siebie, dobrze? Nie opuszczaj szkoły, Kate.
- Mamo! - przewracam oczami i otwieram drzwi - Muszę lecieć. Kocham Cię! - macham wesoło i opuszczam auto.

- Ja Ciebie też, córeczko!! - krzyczy za mną, kręci głową i uśmiecha się szeroko. Moja kochana mamusia.

Chowam do szafki bluzę, torebkę i biorę dwa podręczniki do biologii. Ziewam przeciągle i najchętniej wróciłabym do łóżka. Kto wymyślił, aby przychodzić do szkoły o ósmej? Przecież mój mózg jeszcze smacznie sobie śpi.
- Cześć! - obok mnie znikąd pojawia się Alice, a na jej twarzy widnieje ogromny uśmiech - Jak się dzisiaj masz?
- D-dobrze, a Ty? Wygląda jakoś inaczej, nie wiem, promieniejesz! Czy coś wydarzyło się podczas tego weekendu?
- Mhm - zaciska usta i szepcze mi na ucho - Wczoraj przeżyłam swój pierwszy raz z Ronem - o, mój, boże! 

- Mówisz poważnie?! - piszczę, ale potwornie mnie zaskoczyła - Przecież mu nie ufałaś! O co tutaj chodzi?
- To jakoś samo wyszło - co takiego? - Przyszedł do mnie, zaczęliśmy rozmawiać i wylądowaliśmy w łóżku.

- "To jakoś samo wyszło?". Nie wierzę w to, co słyszę. Mam nadzieję, że nie będziesz tego żałować, Alice.
- Nie będę, było naprawdę fajnie! Na początku bolało jak jasna cholera! Ciebie też tak bolało? - o, cholercia!
- Nooo, w sumie trochę - chrząkam i nieco się zawstydzam. Przypominam sobie mój pierwszy raz z Justinem i czuję w brzuchu coś dziwnego. Był wtedy taki delikatny i ostrożny. Nie chciał mnie skrzywdzić i wciąż pytał, czy jestem pewna. Może i zajmuje się popieprzonymi rzeczami, ale wiem, że mnie kocha. Mimo tego, że jest nerwowy, wybuchowy i krzyczy na mnie, nigdy mnie nie skrzywdził, nie uderzył - Nie martw się, minie kilka dni i przejdzie.
- Taką mam nadzieję. Wiesz, jakoś nie bardzo śpieszy mi się do drugiego razu. Poczekam, bo ledwo mogę chodzić.

- Jezu, Alice! Jesteś nienormalna! - chichoczę, ale od zawsze była lekko zwariowana - Jesteś dzielna, dasz radę.
- Jak nie ja, to kto? - uderza się w pierś i dumnie ją wypina. Niestety naszą rozmowę przerywa dzwonek - No i się zaczyna - Alice pochmurnieje i wygina usta w podkówkę - Okej, idziemy! Koniec marudzenia, to ostatni tydzień i upragnione wakacje! - chwyta mnie pod ramię i z uśmiechem człapiemy pod klasę.


Nie czuję się najlepiej. Minęły dopiero dwie lekcje, a ja mam ochotę położyć się do łóżka. Wychodzę w trakcie trzeciej lekcji i biegnę do toalety. Kiedy tylko wpadam do środka, zwracam całą zawartość żołądka. Od rana męczy mnie niemiłosiernie i to nie jest mój najlepszy dzień. Oddycham głęboko, wycieram usta papierem i wychodzę z kabiny. Opłukuję usta wodą i wpatruję się w swoje odbicie. Jestem zmęczona. Tak bardzo chciałabym wyjechać gdzieś na wakacje, odpocząć od tego wszystkiego, co mnie teraz otacza. Do końca roku szkolnego pozostał zaledwie tydzień. Wiem, że Justin dorwie mnie i zamknie w gangu, a tego bardzo nie chcę. Dlaczego chociaż na chwilę nie mogę wyrzucić go z mojej głowy? Co on zrobił z moim życiem? To nie jest normalne.

Na przerwie obiadowej nic nie przechodzi mi przez gardło. Alice trajkocze wesoło, wcina kurczaka, a mi ponownie wszystko podchodzi do gardła. Mama mówiła mi wczoraj, że ją mdłości męczyły do czwartego miesiąca. Obym nie musiała aż tak długo przez to przechodzić. Nienawidzę tego uczucia! Jest paskudne i bardzo męczące.


Stoimy przy szafkach, Alice trajkocze o Ronie, o tym, jak jeszcze wczoraj ją pieprzył, a dzisiaj ponownie ogląda się za suką Taylor. Mówiłam jej, że Ron to chłopak na "jeden" raz i być może będzie tego żałowała. Mimo wszystko to jej decyzja i skoro tego chciała, mnie nic do tego. Jak dla mnie zachowała się nieodpowiedzialnie, wskakując do łóżka chłopakowi, którego ledwo zna. Dwie randki, kilka zamienionych słów to jednak niezbyt wiele.
- Och, Twój chłopak, Kate! - jej piskliwy głos wyrywa mnie z zamyślenia, podnoszę głowę i patrzę przed siebie.
Nasze oczy się spotykają i wiem już, jak bardzo Justin jest wkurzony. Kiwa palcem, abym do niego podeszła, przełykam ślinę i zmuszam nogi do ruchu. Modlę się w duchu, aby zachował spokój i nie zrobił tutaj awantury.






******************************************
Cześć :)
Jutro rozdział na DT i wyniki głosowania. Właśnie na DT napiszę, które opowiadanie wygrało :)

Miłej soboty.
Kasia






niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 3

Przełykam ślinę i wpatruję się w oczy chłopaka. Jest młody, to zwykły gówniarz. Nie zmienia to faktu, że ubrany jest na czerwono, a to znak rozpoznawczy „Bloods”. Cholera, skąd się tutaj wziął? Przecież to nie ich teren.
- Więc? Powiesz mi, co tutaj robisz? W dodatku całkiem sama - unosi brew i uważnie mi się przygląda.
- Byłam w parku, na spacerze. Z czym tak właściwie masz problem? Nie mogę wyjść na spacer? To zakazane?
- Jesteś pyskata - śmieje się ze mnie, jednak nie wygląda na kogoś ważnego w gangu - To niebezpieczne miejsce.

- Nie jestem pyskata, po prostu odpowiedziałam na Twoje pytanie. Jest popołudnie, ludzie wychodzą z domów.
- Ale nie takie śliczne dziewczyny jak Ty. Powinienem wziąć Cię do mojego szefa, potrzebujemy dziewczyn.

- To idźcie sobie na dziwki, skoro potrzebujecie dziewczyn. Ja nie zamierzam nigdzie z Tobą iść, wracam do domu.
- Auć! Ależ masz charakterek. Uspokój się, dobrze? Nic Ci się nie stanie, szef tylko rzuci na Ciebie okiem. Od rana chodzę po dzielnicy, niestety nie spotkałem nikogo godnego uwagi. A tu proszę, taka niespodzianka!
- Puszczaj mnie! - odrywam jego palce od mojego ramienia, ale muszę działać inaczej będzie bardzo źle!
- Sprawiasz za dużo problemów - burczy pod nosem i wlecze mnie w stronę zaparkowanego samochodu. Jeśli mnie do niego wpakuje, będzie po mnie - Nie ociągaj się - pogania mnie i docieramy do jego auta. Dopiero teraz przypominam sobie o małej buteleczce, którą dawno temu dał mi Justin. Kazał zawsze nosić przy sobie i użyć w razie niebezpieczeństwa. Ów niebezpieczeństwo właśnie stoi przede mną i otwiera drzwi - Wsiadaj, mała.
- Wal się - mówię cicho, sięgam do torebki i ściskam w dłoniach buteleczkę - Spójrz na mnie - chłopak odwraca głowę, a ja bez namysłu psikam mu w oczy gazem pieprzowym. Cholera, nie sądziłam, że to taka fajna sprawa!
- Kurwa! Ja pierdole! - klnie siarczyście, przykłada dłonie do oczu i trze, pogarszając tylko swoją sytuację.
- Tak mi przykro, że aż wcale - szepczę do siebie i puszczam się biegiem przed siebie. Próbuję wykrzesać z siebie wszystkie siły, na szczęście od domu nie dzieli mnie wielka odległość. Przebiegam przez ulicę, skręcam w prawo, potem w lewo i dostrzegam swój dom na końcu ulicy. Oglądam się za siebie, ale jest czysto. Cholercia, ależ go załatwiłam tym gazem - Ma za swoje - dyszę ciężko i jestem już prawie przy drzwiach. Wiedziałam, że prędzej czy później do tego dojdzie.
 Bloods nie mają pojęcia, kim jestem, bo Justin nie pokazuje się ze mną na mieście dla mojego bezpieczeństwa. Dzisiaj miałam po prostu pecha, ale gdyby tylko wiedzieli, kim jestem już byłabym martwa - Mamo?! - krzyczę, kiedy tylko wpadam do domu. Wychodzi z salonu i patrzy na mnie zaskoczona.
- Kate? Co się stało, dziecko? Jesteś cała zdyszana i w dodatku blada jak ściana! - marszczy brwi i odkłada kubek.

- Dorwał mnie jakiś dzieciak, kiedy wracałam z parku. Chciał mnie wziąć do Bloods, ale udało mi się uciec. 
- Boże, ta dzielnica to przekleństwo! - podnosi głos i patrzy na mnie zrezygnowana. Chcąc nie chcą muszę przyznać jej rację, bo naprawdę ją ma. Przeprowadzając się tutaj nie miałyśmy pojęcia, że dzieją się tu takie straszne rzeczy. Ludzie, którzy sprzedali nam ten dom zachwalali dzielnicę, ale teraz wiem, dlaczego się stąd wynieśli - Muszę coś wymyślić, tak nie da się żyć. Poszukam jakiegoś mieszkania w centrum, nie możemy zostać w tym miejscu.
- Wiesz, że Justin nigdy nie pozwoli, abym się przeprowadziła? Pytał mnie ostatnio, czy zostanę w gangu.
- Po moim trupie, Kate! Ten dzieciak jest niemożliwy! To ja jestem Twoją matką i to ja mam ostatnie słowo!
- Obie wiemy, że tkwię w tym gównie po samą szyję. Doceniam to, że chcesz dobrze, ale nic, co zrobisz nie oddzieli mnie od niego. Nie ważne, kto ma tutaj ostatnie słowo, mamo, Justin zawsze postawi na swoim. 

- Nie mów tak, córeczko. Będę o Ciebie walczyć do ostatniej kropli krwi. Nie pozwolę, aby zniszczył Ci życie.
- Dziękuję. Jesteś najlepszą mamą na świecie - przytulam się do niej i czuję łzy na policzkach. 

Wieczorem biorę prysznic, przebieram się w piżamę i włączam serial na laptopie. Wreszcie mam chwilę spokoju, mogę się rozluźnić i przez chwilę niczym nie martwić. Brakuje mi odrobinę normalności, wyjścia z przyjaciółką na lody lub do kina. Moje nastoletnie życie przypomina scenariusz filmu akcji, w którym wcale nie chcę brać udziału. Jaka szkoda, że nikt nie pozostawił mi wyboru i muszę trwać w tym koszmarze. Naprawdę żałuję, że Justin nie jest normalnym chłopakiem, z którym mogłabym pójść na randkę i nie martwić się, że za rogiem czeka na nas niebezpieczeństwo. Moglibyśmy trzymać się za ręce i cieszyć się życiem. Niestety to tylko moje marzenia.

- Nie, nie możesz! - wzdrygam się na dochodzący z dołu głos mamy. Marszczę brwi, skupiłam uwagę na serialu i nie mam pojęcia, co się dzieje. Włączam pauzę, szybko zakładam skarpetki i zbiegam na dół. Zamieram w połowie kroku i wpatruję się w scenę przed sobą. Justin stoi w drzwiach, nonszalancko opiera się ramieniem o futrynę i wpatruje się w moją mamę, która zwija dłonie w pięści i płonie ze złości. Jezu, to nie skończy się dobrze! Co oni wyprawiają?! - Czego chcesz, huh? Po co przyszedłeś? - mama opiera dłoń na futrynie i toruje mu przejście.
- Chciałem zobaczyć moją dziewczynę, co w tym złego? - odpowiada swobodnie, jakby to było oczywiste.
- Po pierwsze; dochodzi dwudziesta druga i jest późno. Po drugie; nie masz wstępu do mojego domu.
- No tak, Twoje głupie zasady - burczy znudzony i przewraca oczami - W takim razie zabiorę ją ze sobą - prycha z kpiną, unosi głowę i wlepia we mnie spojrzenie. Mój oddech przyśpiesza i wcale nie podoba mi się to, co widzę - Hej, Kotku. Potwornie się za Tobą stęskniłem. Chodź do mnie - rozchyla ramiona, jednak nie mogę zrobić kroku.
- Ani mi się waż, Kate! - mama odwraca się i wystawia palec na znak groźby - Zostajesz w domu, zrozumiano?

- Kochanie, czekam na Ciebie - Justin mruży oczy, a ja mam ochotę się rozpłakać. Dlaczego muszę wybierać?
- Raz na zawsze zostaw moje dziecko w spokoju!! - mama wydziera się niemiłosiernie, a ja stoję zszokowana. Wiem, że jej cierpliwość właśnie się wyczerpała. Nie dowierzam, że pyskuje do człowieka, który mógłby zabić ją jednym strzałem. Jest taka kochana, dobra, uczciwa. Mam świadomość, jak bardzo boli ją to, co mnie spotkało. Musi zrozumieć, że nic nie zmieni obecnej sytuacji - Proszę Cię, idź już. Jest późno, a Kate musi odpocząć. 
- Nie pytam Cię o zdanie - Justin przechyla głowę i boję się, że może zrobić mamie coś złego - Ona należy do mnie i powinnaś wreszcie zakodować to sobie w głowie. Jeśli mam ochotę, wezmę ją ze sobą i wiesz, co? - pochyla się, patrzy jej prosto w oczy i uśmiecha się szyderczo - Nigdy więcej jej nie zobaczysz. Naprawdę tego chcesz? 
- Justin, dość! - biorę sprawy w swoje ręce i muszę przerwać ten cyrk - Nie zapominaj, że to moja mama.
- Mam to w dupie, Kotku - zaciska szczękę i obrzuca mnie wściekłym spojrzeniem - Nikt nie będzie mówił mi, co mam robić. Jesteś moją dziewczyną i jeśli chcę Cię zobaczyć, nikt mi kurwa nie stanie na drodze. Czy to jest jasne? - przenosi wzrok na moją mamę i unosi brew - A Ty - wskazuje na nią palcem, a mama robi krok w tył - Nigdy więcej nie waż się tak do mnie nie mówić. Możesz pożałować swoich słów - zapada cisza. Ani ja, ani mama nie mamy odwagi, aby cokolwiek powiedzieć. Justin zdolny jest do wszystkiego - Kate, czekam na Ciebie. Pośpiesz się i nie każ mi stracić resztki cierpliwości - odsuwa się, wyjmuje papierosa i zapala - Rusz się, do cholery!
- D-dobrze - jąkam się, zrywam z miejsca i wbiegam na górę. Jestem przestraszona, szybko zrzucam piżamę, zakładam czarne jeansy, białą bluzkę i trampki. Włosy związuję w niechlujnego koka i w biegu chwytam bluzę. Kiedy schodzę na dół, zastaję mamę i Justina dokładnie w tym samym miejscu - Mamo - oddycham głębiej, podchodzę do niej i przytulam do siebie - Nie martw się, jestem z nim bezpieczna. Nie zrobi mi krzywdy - szepczę jej na ucho i muszę uspokoić - Wszystko będzie dobrze - odchylam się i posyłam jej lekki uśmiech. Kręci głową, widzę łzy w jej oczach i samej też chce mi się płakać - Odezwę się - cmokam ją w policzek i wychodzę.
- Nareszcie - Justin przewraca oczami, gasi butem papierosa i wlecze mnie do swojego samochodu. Otwiera dla mnie drzwi, wsiadam na miejsce pasażera i obserwuję go, jak obchodzi dookoła i wsiada za kierownicę. Zapina pas i spogląda na mnie - Nie życzę sobie, aby podobna sytuacja kiedykolwiek się powtórzyła - mówi ostro, uruchamia silnik, ale wiem, że nie żartuje - Twoja matka chyba zapomniała, do kogo mówi. Mam jej pokazać, kto tutaj rządzi?
- Daruj sobie, okej? Nie masz do niej za grosz szacunku, a jest jedyną osobą, którą mam na tym świecie! To moja mama, Justin, nie możesz jej grozić, ani mówić do niej w taki sposób! Zachowujesz się jak pieprzony zbir!

- Ciebie też mam nauczyć dyscypliny? - pochyla się i przyciąga mnie do siebie. Jego spojrzenie wręcz mnie morduje, jednak wiem, że mnie nie skrzywdzi. Nigdy wcześniej tego nie zrobił - Uważaj na słowa, Kate.
- Daj spokój, przecież nie powiedziałam nic złego. Proszę jedynie o to, abyś szanował moją mamę. To tak wiele?
- Jeśli ona będzie szanowała mnie, ja będę szanował ją. Przeważnie tak to działa, czyż nie? To ona traktuje mnie jak kawałek gówna i w dodatku myśli, że ma do tego prawo! Kim ona myśli, że do cholery jest, huh?!
- Ona się po prostu o mnie boi, Justin. Nie może pogodzić się z tym, co ze mną robisz. Jest jej bardzo ciężko.
- A co z Tobą robię?! - krzyczy, aż się wzdrygam. Mój oddech natychmiast przyśpiesza, ale takiego jeszcze go nie widziałam - Krzywdzę Cię?! Biję?! Gwałcę?! - wymienia, a moje serce zaciska niewidzialna pięść. Żadne z tych rzeczy nigdy nie miało miejsca - Powiedz mi, do kurwy nędzy! Robię coś takiego? - unosi moją głowę i wbija palce w szczękę. Zaciskam usta i powstrzymuję napływające do oczu łzy - Jesteś moją dziewczyną, troszczę się o Ciebie i nigdy nie podniosłem na Ciebie ręki! Twoja matka może być pewna, że nigdy czegoś takiego nie zrobię!
- W-wiem, że tego nie zrobisz - jąkam się i przełykam ślinę - Ale ona nigdy nie zaakceptuje naszego związku. 

- Mam to kompletnie w dupie, Kate. Nie może mi tego zabronić, to ja mam tutaj ostatnie słowo. Nikt nie wejdzie mi w drogę, nie pozwolę na to. Nie zrezygnuję z Ciebie, wiesz? Ani dzisiaj, ani jutro, ani nigdy. Rozumiesz?
- Tak - odpowiadam cicho i zamykam oczy - Jestem potwornie zmęczona tym gównem, Justin. Mam już dość.

- Spójrz na mnie i powiedz mi, o czym Ty do cholery mówisz? - pyta ostro i uchylam powieki - Jakiego gówna?
- Mam dość tego, jak mnie traktujesz. Decydujesz za mnie, masz władzę nad moim życiem, moje zdanie jest nieważne. Mam osiemnaście lat i chcę sama za siebie podejmować decyzję, nie możesz tego robić, Justin.
- Mogę. Pogódź się z tym, ponieważ to się nie zmieni. Muszę Cię kontrolować, inaczej spieprzysz ode mnie.

- Co takiego?! Mówisz poważnie? Przecież Cię kocham, idioto! Jak mogłabym spieprzyć, huh?! Nie ufasz mi?
- Ufam, chociaż to ograniczone zaufanie. Ja Ciebie też kocham i dlatego nie mogę puścić Cię wolno - chrząka, uruchamia silnik i wiem już, że rozmowa na ten temat dobiegła końca - Co dzisiaj robiłaś? - rusza spod mojego domu, zmienia bieg i układa dłoń na moim udzie. Kreśli na nim wzroki i ściska mocniej, kiedy nie odpowiadam.
- Nic szczególnego. Nudziłam się, poszłam na spacer i... - nie kończę zdania, Justin brutalnie mi przerywa.
- Że co kurwa?! - ponownie krzyczy, aż mam ochotę mu przywalić! Przecież nie jestem głucha! - Jak to byłaś na spacerze? Sama?! - wbijam zęby w wargę i nieśmiało przytakuję głową - Czyś Ty zwariowała, dziewczyno?! Nie możesz tego robić, chyba jasno się wyraziłem, prawda? Mogło Ci się coś stać, nie pomyślałaś o tym?
- Pomyślałam, ale nie mam zamiaru spędzić całego życia w domu. Potrzebuję rozrywki, kontaktu z innymi ludźmi. Wciąż każesz mi siedzieć w domu i mogę jedynie wyjść do szkoły. Zwariuję niedługo, wiesz? To mnie przerasta!

- Nic nie mogę na to poradzić. Doskonale wiesz, co to za dzielnica i jak bardzo jest niebezpiecznie. Szczególnie teraz, kiedy Bloods nie mogą usiedzieć na pieprzonych tyłkach i szwendają się po ulicach. Musisz uważać.
- Spotkałam dzisiaj jednego z nich - mówię cicho i niepewnie na niego spoglądam. Zaciska palce na kierownicy, aż robią się białe - Wracałam z parku i zaczepił mnie młody chłopak, był ubrany na czerwono. Na szczęście uciekłam.

- Kurwa!! - wrzeszczy i zjeżdża na pobocze. Parkuje z piskiem opon, zaciąga ręczny i gwałtownie odwraca się w moją stronę - Czego od Ciebie chciał? Co mówił? Masz mi powiedzieć wszystko, Kate! Zrozumiałaś?!
- Tak, zrozumiałam! Proszę, nie krzycz tak, bo zaraz pękną mi bębenki - dyszę ciężko, przecieram twarz rękami i mam dość. Po prostu, kurwa, dość! - Przerażasz mnie, kiedy taki jesteś. Nie widzisz tego? Boję się!
- Przepraszam, po prostu mnie zaskoczyłaś. Nie bój się, Kotku - mówi cicho, odpina mój pas i przenosi mnie na swoje kolana - Uspokój się, jesteś bezpieczna - głaszcze mnie po plecach, opieram brodę na jego ramieniu i wreszcie się rozluźniam. Moje biedne dziecko musi tyle znieść - Powiesz mi, co wydarzyło się w parku?
- Mówił, że jego szef potrzebuje nowych dziewczyn. Od rana nic nie znalazł i nagle spotkał mnie. Chciał mnie zabrać do swojego szefa, ale miałam od Ciebie gaz, popsikałam mu oczy i uciekłam. Bałam się, Justin.
- Wiem - odchyla moją głowę, czule całuje mnie w usta i z powrotem przenosi na siedzenie pasażera - Byłaś bardzo dzielna, Kotku - nic więcej nie mówi, uruchamia silnik i rusza, aż się kurzy. Poszło całkiem sprawnie.

Chwilę później Justin parkuje w dobrze znanym mi miejscu, a panika rozlewa się po moim ciele. Niech to szlag!
- Dlaczego znowu mnie tutaj przywiozłeś? Mówiłam Ci, jak bardzo przeraża mnie to miejsce. Robisz mi na złość?

- Uspokój się - burczy pod nosem, odpina pas i wysiada z samochodu. Obchodzi go, otwiera drzwi i wystawia dłoń - Chodź - oddycham głęboko, zakładam ręce na piersiach i postanawiam się sprzeciwić. Długo nie muszę czekać, Justin siłą wyciąga mnie na zewnątrz i dociska moje plecy do drzwi samochodu - Nie wkurwiaj mnie, Kate. To nie jest odpowiednia pora - och, a kiedy jest? - Dlaczego jesteś dzisiaj tak kurewsko niegrzeczna, hmm? Co z Tobą?
- Nie chcę tutaj być, p-proszę - opieram czoło o jego i zamykam oczy - Odwieź mnie do domu, błagam Cię.
- Mam dla Ciebie złą wiadomość, Kochanie. Zostaniesz tutaj przez następne kilka dni - o mój boże! To katastrofa!
- Co?! - podnoszę głos, odchylam się od niego i patrzę mu w oczy - Nie ma mowy! Nie zrobię tego! - wyrywam się, walczę z jego dłońmi, ale to wszystko na nic - Z-zostaw mnie! - poddaję się i wybucham żałosnym płaczem. Jestem załamana, rozwalona na kawałki, na dodatek w ciąży. Boże, przecież to dziecko przechodzi przez piekło!

- Nie mam pojęcia, co się z Tobą dzieje, dziewczyno - karci mnie spojrzeniem i zaciska szczękę - Zacznij mnie wreszcie słuchać - pociąga mnie za sobą i wchodzimy do środka. Rozmowy natychmiast milkną i zapada idealna cisza. Gapię się w podłogę, człapię za Justinem i czuję się potwornie niezręcznie - Siema, ziomki. Coś nowego?
- Nie ukrywam, zadziwiasz mnie, Brave - Glover pochodzi do nas, ale widzę tylko jego buty - Co tym razem?
- Zostanie tutaj przez kilka dni, tak postanowiłem - głos Justina brzmi pewnie i wreszcie unoszę głowę.
- Och, czyżby? - Glover uśmiecha się z kpiną i patrzy wprost na mnie - Nawet nie zechcesz zapytać mnie o zdanie?
- Obaj wiemy, że wcale nie muszę tego robić. To również moje miejsce, a Twoje zdanie na ten temat już znam. Darujmy więc sobie ten temat - mruga okiem, pociąga mnie i siadamy na kanapie - Dzisiaj Kate natknęła się w parku na jakiegoś pionka z Bloods. Niepokoi mnie to, ze się do niej doczepił. Chciał ją wziąć do Hevo.

- No proszę! - Glover klaszcze w dłonie i uśmiecha się szeroko - Wtedy sytuacja byłaby naprawdę beznadziejna.
- Chyba krytyczna. Raczej już by stamtąd nie wyszła, a na pewno nie o własnych nogach - boże! Mówi serio?! 

- To na pewno. Bloods ostatnio pogrywają bardzo odważnie. To tylko kwestia czasu, a rozpęta się piekło.
- I to takie, jakiego dawno nie widzieliśmy - Justin mówi surowo i zwija dłonie w pięści - Dlatego nie mogę spuścić jej z oka. Tylko tutaj będzie bezpiecznie, nikt jej nie tknie w tym miejscu. Zostanie w moim pokoju. 

- Nie masz pewności, że nikt jej nie tknie - Glover mruga rozbawiony, a po moim ciele przebiega nieprzyjemny dreszcz. Justin spogląda na niego i unosi brew - Doskonale wiesz, że nasi chłopcy lubią śliczne, urocze dziewczyny.
- No chyba Cię kurwa poniosło, stary. Nawet o tym nie myśl, zrozumiano? - podchodzi do niego i mierzą się spojrzeniami. Dlaczego do cholery muszę brać w tym udział? - To moja dziewczyna, Glover. Wiesz o tym! Jeśli spadnie jej włos z głowy, wiesz, co zrobię. Nie zmuszaj mnie, abym posunął się do paskudnych rzeczy.
- Spokojnie, przyjacielu. Nie będziesz musiał tego robić, obiecuję - klepie go po ramieniu i spogląda na mnie - Nie obawiaj się, to słodkie maleństwo będzie u nas całkowicie bezpieczne - prycha rozbawiony i siada obok mnie. Moje ciało napina się jak struna i wstrzymuję oddech - Nie bój się, Kate. Zaopiekujemy się Tobą - tak, z pewnością!
- Nie strasz jej, Glover. Nie widzisz, jak kurewsko ją przerażasz? Ona naprawdę ma dość - podchodzi, wystawia dłoń i natychmiast ją chwytam. Wchodzimy na górę i kiedy tylko jesteśmy w jego pokoju, rozluźniam się - Okej, zostaniesz w moim pokoju. Jutro pojadę do Twojego domu i spakuję Ci kilka rzeczy no i zamontuję drzwi, żebyśmy mieli więcej prywatności - porusza brwiami, przytula mnie do siebie i sunie nosem po mojej szyi.
- Nie chcę tutaj być, Justin. Przecież w domu czeka na mnie mama, nie zgodzi się na to. Nie chcę jej martwić.
- Kotku - wzdycha ciężko i odchyla głowę - Ja wcale nie będę pytał jej o pozwolenie, wiesz? - zamykam oczy i daję upust zmęczeniu, złości i pieprzonej bezradności. Ten człowiek wykończy mnie psychicznie, już teraz jestem na krawędzi - Hej, dlaczego płaczesz? - bierze moją głowę w dłonie, ociera łzy i patrzy na mnie zdezorientowany - Nie bój się, obiecałem Ci dawno temu, że ochronię Cię przed każdym, kto stanie mi na drodze i robię to.
- Proszę, odwieź mnie do domu, do mamy. Tam będę bezpieczne, przysięgam, że nie wyjdę z domu!
- Nie mogę, Kate! Zrozum to, po prostu nie mogę! Tylko tutaj zapewnię Ci ochronę, a uwierz mi, nie dopuszczę ponownie do takiej sytuacji. Ten chłopak wciąż może Cię szukać, nie pomyślałaś o tym? - o, cholera! Nie.

- A-ale po co miałby mnie szukać? Przecież mnie nie zna, uciekłam i zapewne poszukał sobie innej ofiary.
- Wątpię. Nie zapominaj o tym, że go załatwiłaś - unosi brew, jakby to było oczywiste - Gdybym był na jego miejscu, zapewne zrobiłbym to samo. Nie podarowałbym tak łatwo czegoś takiego - mruga okiem, pochyla się i składa na moich ustach czułego buziaka. Rozchyla językiem moje usta, wślizguje go do środka i przenosi dłonie na moją pupę, którą zachłannie ściska - Mmm, uwielbiam Cię całować - unosi mnie, rzuca na łóżko i układa się między moimi nogami. Minęło już kilkanaście dni od naszego ostatniego zbliżenia, ale Justin miał sporo na głowie i ja również nie czułam się najlepiej. Chyba teraz już mi nie odpuści - Pragnę Cię - szepcze zmysłowo, wsuwa dłonie pod moją koszulkę i zdejmuje. Kiedy tylko widzi moje piersi, oblizuje usta i pozbywa się stanika - Nie masz pojęcia, jak bardzo jesteś idealna - och! Uśmiecham się na jego słowa i odrobinkę zawstydzam - Pozbądźmy się reszty, co Ty na to? - oblizuje usta, rozbiera mnie, siebie i układa się na mnie. Całuje mnie namiętnie, wsuwa palce w moje włosy i zaciska pięści. Czuję na dole jego podniecenie i dopiero teraz przypominam sobie o czymś.
- J-Justin - jąkam się, kiedy przygryza zębami moją szyję - Przecież nie mamy drzwi! Na dole są chłopcy.

- Nie przejmuj się tym - nie zwraca uwagi na moje gadanie, okrywa nas kocem i podpiera łokcie po bokach mojej głowy - Odpręż się i nie myśl o niczym. Bardzo Cię kocham, to jest najważniejsze - wślizguje się we mnie i patrzy mi w oczy. Widzę w nich, jak bardzo jest podniecony, a moje ciało reaguje na niego natychmiast. Rozluźniam mięśnie, wpuszczam go całego i zaczyna delikatnie poruszać biodrami. Tak dobrze mnie zna i wie, co zrobić, aby rozpalić mnie w mgnieniu oka - Właśnie tak, Kotku - głośny jęk ucieka z moich ust, ale ucisza mnie pocałunkiem.

Budzi mnie hałas. Gwałtownie otwieram oczy, wszędzie jest ciemno, a obok mnie leży nagi Justin. Na dole ktoś klaszcze w dłonie, chłopcy śmieją się głośno i buczą. Czy oni kiedykolwiek śpią?! Co jest z nimi nie tak?
- Brave!! - słyszę krzyk Glovera, aż się wzdrygam - Zbieraj ten swój chudy tyłek na dół. Chcę Cię widzieć za sekundę! - Justin nie budzi się, mruczy pod nosem i śpi dalej - Brave, do chuja!! Mam po Ciebie iść?!
- Skarbie - dotykam jego policzka i dopiero teraz się wzdryga. Jest środek nocy, a oni nie dadzą mu się wyspać.
- Ja pierdole, nienawidzę tej roboty - burczy pod nosem, zapala lampkę i przeciera twarz rękami - Jest trzecia rano, co ten debil znowu wymyślił - kręci głową, zakłada na tyłek jeansy i układa zmierzwione włosy - Zaraz wracam, maleńka - cmoka mnie w usta i wychodzi z pokoju. Czuję w kościach, że dzieje się coś złego i postanawiam tam pójść. Odkrywam koc ze swojego ciała, zakładam majtki i bluzę Justina. Człapię przez korytarz, docieram do schodów i patrzę w dół. Zaciskam dłonie w pięści, a moje ciało ogarnia dziwny paraliż. Chłopcy tworzą ogromne koło, a w jego środku stoi chłopak - Macie zamiar robić to akurat o trzeciej nad ranem? Jesteście zjebani.
- Och, zamknij się, Brave - Glover przewraca oczami i skupia uwagę na chłopaku - Więc! Czeka na Ciebie "osiemnastka", kolego. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Ci powodzenia. Przekonajmy się, czy jesteś coś wart - marszczę brwi, bo kompletnie nie kumam, o czym mówi Glover. Kiedy unosi dłoń, chłopcy dopadają do niego i zaczynają okładać nogami, pięściami. Nie hamują się i są potwornie brutalni. Kopią go po brzuchu, plecach, głowie. Masakrują go, a ja stoją jak sparaliżowana i nie wierzę w to, czego właśnie jestem świadkiem. 








środa, 12 sierpnia 2015

Rozdział 2

Zanim otwieram oczy, docierają do mnie ciche głosy oraz szmer. Czuję na policzku zimną dłoń i delikatne klepanie. Mruczę pod nosem, poruszam ramionami i wreszcie uchylam powieki. Mrugam kilka razy, wyostrzam wzrok i dostrzegam pochylającego się nade mną Justina. Mam ochotę uśmiechnąć się na jego widok, jednak nie robię tego, bo orientuję się, że są wszyscy pozostali i mój spokój natychmiast szlag trafia. Nie chcę tutaj być!
- Kate? - Justin przekręca moją głowę i patrzy mi w oczy - Nie denerwuj się, nikt nie zrobi Ci krzywdy, obiecuję - uspokaja mnie swoim czułym głosem, całuje w czoło i nieco się rozluźniam. Ostrożnie mnie unosi, siadam i masuję skronie - Co się stało, hmm? Dlaczego zemdlałaś? - wpatruje się we mnie i odgarnia moje włosy z twarzy.

- To nic wielkiego, po prostu źle się poczułam - chrząkam i przełykam ślinę. Cóż miałabym mu powiedzieć? Że się boję? Jestem zestresowana? Prawie nic nie jem i w dodatku spodziewam się jego dziecka? - Chcę wrócić do domu.
- Wiesz, że to nie jest teraz możliwe. Wrócisz najwcześniej jutro popołudniu, kiedy sytuacja trochę się uspokoi.
- C-co? Jak to popołudniu? Przecież muszę iść do szkoły, Justin! - złoszczę się, ale ma w nosie moją naukę.
- Nic nie musisz. Rano dzielnica będzie wyglądać jak po wojnie, nie ma takiej opcji, żebyś poszła do szkoły.
- Nie decyduj za mnie, dobrze? Jestem duża i sama mogę to robić. Jeśli będę chciała pójść do szkoły, to pójdę.
- Nie będziemy teraz o tym rozmawiać, Kate. Dochodzi druga w nocy i powinnaś się położyć - podnosi się, podaje mi dłoń i niepewnie ją chwytam - Idziemy spać, do jutra - kiwa głową do chłopców, wchodzimy po schodach i docieramy do jego pokoju. To miejsce jest takie dziwne i przerażające. To wielki magazyn, w całkowicie surowym stanie. Chłopcy urządzili go na kształt domu. Są wypasione kanapy, meble, kuchnia, toaleta i wszystko, czego im tylko potrzeba. Niestety nigdy nie będzie to prawdziwym domem - Proszę - przepuszcza mnie pierwszą i tak oto wchodzę do jego pokoju. Jest tutaj bardzo ładnie. Duże łóżko, ogromna szafa, telewizor, dwa fotele i zasłony, które sama powiesiłam. Szkoda tylko, że nie ma cholernych drzwi - Okej, a teraz do spania - Justin zdejmuje narzutę z łóżka, odchyla kołdrę i czeka na mnie. Zsuwam buty, bluzę i wślizguję się pod kołdrę. Tego mi potrzeba.
- Zostaniesz ze mną? - pytam smutno, Justin przytakuje głową, układa się obok mnie i przytula do siebie.
- Moja słodka dziewczynka - uśmiecha się, całuje mnie w czoło i dotyka opuszkami palców mojej twarzy - Martwię się o Ciebie, wiesz? Ostatnio jesteś cieniem samej siebie. Jesteś niespokojna, cichutka i zemdlałaś drugi raz w przeciągu miesiąca. Jesteś chora? Jeśli tak, musisz mi o tym powiedzieć, Kate. Co się dzieje, hmm?
- Nic się nie dzieje. Ostatnio nie mam apetytu, mało jem i jestem trochę słaba. Pewnie dlatego zemdlałam.

- Nie masz apetytu? Cholera, musisz jeść! - mówi nieco ostrzej i kręci głową niezadowolony - Obiecaj, że będziesz.
- Obiecuję - całuję go w usta i układam głowę na jego piersi - Nie martw się, dobrze? Inaczej osiwiejesz.
- Tak, to bardzo możliwe. Śpij już - uśmiecha się, wtulam się w niego i nareszcie pozwalam sobie na sen. 


Budzą mnie głośne rozmowy i gwałtownie otwieram oczy. Od razu rozpoznaję głos Glovera i Sky. Od zawsze Ci dwaj przerażają mnie najbardziej, a szczególnie ten pierwszy. Nie raz zademonstrował mi swoją władzę, chociaż starałam się trzymać od niego jak najdalej. Raz przeraził mnie do szpiku kości, kiedy przystawił pistolet do mojej głowy. Patrzył na mnie tymi oczami przepełnionymi nienawiścią i wiedziałam, że nie sprawiłoby mu problemu, aby pociągnąć za spust. Jednak wtedy nie wiedział kim jestem, a Justina akurat nie było obok. To Dry uratował mi życie, bo moje tłumaczenia do niego nie trafiały. Zresztą, powiedziałam tylko jedno słowo „Justin”, nic więcej i tak nie przeszło przez moje ściśnięte gardło. Od tamtej pory unikam Glovera jak ognia i nie wierzę, że Justin przywiózł mnie tutaj na noc. Do tego przeklętego miejsca, którego tak bardzo nienawidzę. Jest tutaj zbyt dużo zła.
- Co to znaczy, że nie ma dla nas pieniędzy? Przecież wczoraj minął termin spłaty, co on sobie u licha myśli?!

- A skąd mam wiedzieć? Mi nie musisz tego mówić, tylko jemu! Oświadczył, że nie ma kasy i nie zapłaci. Tyle.
- Och, naprawdę? A może chce zobaczyć się ze mną osobiście? Jestem pewny, że wtedy szybko zmieni zdanie.

- Z pewnością. Ostrzegałem go trzy razy, ileż można? Nic więcej zrobić nie mogę, on ma nas kompletnie gdzieś!
- Tak nie może być! Musi mieć wiadomość, kto jest tutaj szefem. Jest kurewsko głupi, skoro ze mną pogrywa.
- Widocznie nie zdaje sobie sprawy z tego, po jak cienkim lodzie stąpa. Co mam z nim zrobić? Kulka?
- Oczywiście! Do trzech razy sztuka, przyjacielu. Jedź do niego i rozpraw się z nim. Pozdrów go ode mnie.
- Nie ma sprawy! To będzie dla mnie przyjemność - Sky wydziera się radośnie i słyszę trzask drzwi. Co za ludzie!

- Dry! - Glover podnosi głos, aż ciarki przechodzą po moim ciele - Przyprowadź mi tutaj Kate - o, boże! Po co?! 
- Jasne - spinam się, ściskam w dłoniach kołdrę i czekam na najgorsze. Słyszę, jak Dry wchodzi po schodach, idzie korytarzem i pojawia się w progu pokoju. Patrzy na mnie, ale jest jedyną osobą, którą polubiłam. Nie jest tak zepsuty jak reszta tych ludzi - Hej, mała - uśmiecha się, podchodzi do łóżka i kuca - Pójdziesz ze mną? Glover chce Cię widzieć, ale nie bój się, dobrze? Brave musiał na chwilę wyjść, jednak jesteś tutaj bezpieczna - och, boże! Czy on wierzy we własne słowa? - Głowa do góry, jestem przy Tobie - przykuję głową, podnoszę się z łóżka i zakładam trampki. Dry bierze mnie za rękę i schodzimy na dół. Na widok Glovera mój brzuch wywija salto - Jesteśmy. 
- Usiądź - klepie miejsce obok siebie i wykonuję jego polecenie. Tylko kątem oka widzę, że wciąż są tutaj wszyscy. Nie powinno mnie to dziwić, w końcu to ich teren - Jak się masz? - och, skąd to pytanie? Przecież ma to gdzieś!
- D-dobrze - odpowiadam szeptem, schylam głowę i nerwowo bawię się palcami. Czego on znowu ode mnie chce?
- Boisz się mnie, Kate? - zaciskam usta, bo jego pytanie jest po prostu głupie. Czyż to nie oczywiste? Doskonale wie, jak bardzo mnie przeraża - Spójrz mi w oczy i odpowiedz na moje pytanie - niech Cię szlag, człowieku!
- T-tak - odpowiadam niepewnie, patrzę mu w oczy i próbuję opanować strach - Prawie mnie zastrzeliłeś.
- To stare dzieje - macha dłonią, jakby to nie miało znaczenia. Jednak dla mnie ma, ponieważ wtedy po raz pierwszy spotkałam się z jego gniewem oraz wizją śmierci - To było ponad osiem miesięcy temu, nadal to pamiętasz? - prycha rozbawiony i mruga okiem. Palant! - 
Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że mój najlepszy człowiek zakręcił się obok Ciebie. Zobaczyłem Cię w na moim terenie, cóż innego mogłem zrobić? Czułem zagrożenie.
- Naprawdę? To dziwne, bo jestem nastolatką - wzruszam ramionami, a Glover mruży oczy - Poza tym mogłeś mnie po prostu wysłuchać, a Ty od razu przystawiłeś mi pistolet do głowy i zagroziłeś, że pociągniesz za spust. 

- Jesteś taka zabawna - uśmiecha się i gdyby nie te tatuaże, które zdobią jego twarz, może byłby nawet przystojny? - Miałbym słuchać takiej dziewczynki jak Ty? - przechyla głowę i uważnie mi się przygląda - Żadna nie ma prawa przebywać w tym miejscu, doskonale o tym wiesz. Robię ten wyjątek tylko dla Ciebie, bo jesteś laską lidera. Gdyby nie to, cóż, może pozwoliłbym Ci wyjść o własnych siłach - boże! Ten człowiek jest chory, to pewne! - A może masz ochotę się do nas przyłączyć? Musiałabyś tylko przejść „osiemnastkę” - co? O czym on mówi?
- Glover! - podskakuję na ostry jak brzytwa głos Justina - Czyś Ty zwariował?! Nie mów jej takich rzeczy, jasne?
- Dlaczego? Skoro jest z Tobą, przy okazji mogłaby dla nas pracować. Jest młoda, ale z czasem by się wyrobiła.
- Skończ pierdolić, nigdy do tego nie dopuszczę - zaciska szczękę, chwyta moje ramię i stawia na nogach.
- Jezu, ależ jesteś nerwowy, przyjacielu! Chyba musisz solidnie poruchać, może Twój humor się poprawi. 

- Och, zamknij się, złamasie. Zazdrościsz mi, bo sam nie masz kogo poruchać! - burczy pod nosem, wchodzimy na górę i wreszcie mogę odetchnąć. Kiedy tylko wchodzimy do jego pokoju, zsuwa buty i ponownie wskakuję do łóżka. Justin uśmiecha się chytrze, robi to samo i układa się na mnie. Jest ciężki, a ja myślę o dziecku. Na szczęście podpiera łokcie po bokach mojej głowy i odciąża mnie od swojego ciężaru - Jak się dzisiaj czujesz? Jadłaś coś?
- Nie, ale nie jestem głodna. Czuję się w porządku, chociaż jak zawsze Glover przestraszył mnie swoją gadką.
- Nie bój się go. Doskonale wie, że nie może Cię tknąć, ponieważ należysz do mnie. Inaczej będzie miał do czynienia ze mną - mruga okiem, odgarnia moje włosy i patrzy na mnie z rozczuleniem - Nikt Cię tutaj nie skrzywdzi, Kochanie. Tylko w tym miejscu jesteś całkowicie bezpieczna, na zewnątrz to już inna sprawa. Może zostaniesz w gangu przez jakiś czas? Niedługo masz wakacje i nie będziesz musiała martwić się szkołą.
- Nie mogę, Justin. Przecież mam swój dom i mamę, która się o mnie martwi. 
To najgłupsze co mogłeś wymyślić.
- Wcale nie! Tu chodzi o Twoje bezpieczeństwo, a to miejsce jest idealne. 
Nasz teren odgrodzony jest grubym murem, nikt spoza naszego grona nie ma tutaj wstępu. To jak twierdza. Myślę, że byłoby Ci tutaj dobrze.
- Nie, nie zostanę tutaj. Nie ma nawet takiej opcji. To miejsce, Ci ludzie mnie przerażają, dobrze to wiesz.
- Zdaję sobie z tego sprawę, ale nie rozumiem dlaczego tak jest! Przecież nigdy Cię nie skrzywdzili, tak?
- Owszem, ale ja się ich po prostu boję, Justin. Ich twarz całe w tatuażach i te spojrzenia przepełniona mordem.
- Kochanie, to jest gang, nie przedszkole. Tacy już jesteśmy, bo zmusza nas do tego życie. Nic na to nie poradzę.
- Obiecaj mi, że nigdy nie wytatuujesz sobie twarzy, Justin. Błagam Cię, nie możesz tego zrobić. Rozumiesz?

- Spokojnie, nie mam zamiaru tego zrobić. Mam tatuaż na plecach, to wystarczy. Moją piękną twarz zostawię nienaruszoną - porusza brwiami, a ja uderzam go w ramię. Cholerny narcyz! - No, co? Chyba przyznasz mi rację?
- Tak, przyznam. Chcę patrzeć właśnie na tę nienaruszoną twarz. Nie wiem, czy mogłabym na Ciebie spojrzeć, gdybyś oszpecił się tak, jak Glover czy Sky. Ciało to zupełnie coś innego, twarz to już gruba przesada.
- Nie miałabyś wyjścia, Kotku. Bez względu na wszystko nigdy nie pozwolę Ci odejść. Wiesz o tym, prawda?
- Wiem - szepczę cicho i przytulam go do siebie. Poczekaj, aż dowiesz się prawdy. Zapewne sam odejdziesz. 


Chwilę później Justin próbuje wmusić we mnie śniadanie. Siedzimy razem ze wszystkimi, na moich kolanach leży talerzyk z kanapkami, ale ledwo mogę cokolwiek przełknąć. Chłopcy gapią się na mnie, jakbym była kosmitką i mam świadomość, że nikt mnie tutaj nie chce. Ja sama nie chcę tutaj być i mam dość tej popieprzonej sytuacji.
- Odwieź mnie do domu - podnoszę się z miejsca, odkładam talerzyk na stolik i chwytam bluzę z oparcia kanapy.
- Hej, co Ty odpierdalasz?! - Justin podnosi głos, ale idę w stronę wyjścia i mam wszystko w dupie 
- Kurwa! - klnie siarczyście i słyszę, że idzie za mną. Wychodzimy na zewnątrz i wreszcie mogę odetchnąć świeżym powietrzem. Jak dobrze! - Poczekaj, do cholery! - chwyta mnie za ramię i odwraca w swoją stronę - Co Ci się znowu nie podoba?
- Wszystko! Nie chcę być w tym miejscu, chcę do własnego łóżka, Justin. Marzę, żeby porządnie odpocząć.
- Odpocząć? Przecież nie robisz nic innego, tylko odpoczywasz, Kate! Powinienem zabrać Cię do lekarza, wiesz?
- Byłam wczoraj, badania wyszły w porządku. Muszę tylko lepiej się odżywiać i przytyć. Nic mi nie dolega.
- Jak masz to zrobić, skoro nic kurwa nie jesz?! - wrzeszczy, aż mam ochotę zasłonić sobie uszy! - Dochodzi południe, a Ty nie zjadłaś nawet pół kanapki. O co tutaj do chuja chodzi, huh?! Skąd ten brak apetytu?
- Nie wiem, okej? Nie mogę jeść przy nich, nie rozumiesz? Krępują mnie, wciąż się gapią! Nie przywoź mnie tutaj.
- Co takiego? -
 marszczy czoło i wpatruje się we mnie zaskoczony - Będziesz tutaj przebywać, ponieważ to mój dom. Zrozumiano? - zwija dłonie w pięści i doskonale wiem, że właśnie zaczyna się wkurzać. Znam to na pamięć.
- Właśnie! To Twój dom, nie mój - odpowiadam cicho i wsiadam do jego samochodu. Mam dość tych kłótni. 

Otwieram drzwi i wchodzę do domu. Mama jest w pracy, dzięki temu będę mogła walnąć się do łóżka i mieć święty spokój. Dociera do mnie myśl, że będę musiała powiedzieć mamie o ciąży. Nie wiem jak to przyjmie, ale jestem prawie pewna, że wpadnie w szał. Nienawidzi Justina oraz tego, że nie zostawił mnie w spokoju. Wie, że to nie moja wina, ponieważ nic nie mogę na to poradzić. On po prostu „upatrzył” sobie mnie pewnego dnia i postanowił, że zostanę jego dziewczyną. Wcale nie pytał mnie o zdanie, tylko oficjalnie mi to oznajmił. Broniłam się na początku. Jest starszy ode mnie, ma swoje za uszami i wcale nie chciałam brać w tym udziału. Nie pozostawił mi wyboru i z każdym dniem byliśmy ze sobą jeszcze bliżej. Nim się zorientowałam, zakochałam się. Sama nie wierzyłam, że mogłabym pokochać chłopaka, który zabija ludzi, chociaż na początku nie wiedziałam, czym się zajmuje. Teraz staram się o tym w ogóle nie myśleć, inaczej bym zwariowała. To nie mój świat i nigdy nie mogłabym skrzywdzić drugiego człowieka. Oni robią to codziennie, nie mając wyrzutów sumienia. To straszne. Mają pełną świadomość tego, że robią coś złego i w każdej chwili mogą marnie skończyć. Albo ktoś ich zabije, albo trafią za kratki. Kiedy tylko o tym myślę, mój brzuch nieprzyjemnie się kurczy. Spoglądam na niego i przykładam dłoń. Noszę w sobie dziecko chłopaka, który jest przestępcą. Boże! W co ja się wpakowałam? 

Popołudniu wraca mama. Wita mnie cmoknięciem w policzek i lekkim uśmiechem. Tak bardzo ją kocham. Została mi tylko ona, nie znam ojca. Zostawił ją, jak tylko dowiedział się o ciąży. Czy zafunduję taki sam los własnemu dziecku? Czy Justin mnie zostawi? Albo co gorsza, zastrzeli? Szczęśliwego zakończenia nie biorę pod uwagę.

- Jak się dzisiaj czujesz? Wyglądasz nieco lepiej - odstawia zakupy na blat, zdejmuje kurtkę i spogląda na mnie.
- Sama nie wiem - wzruszam ramionami i schylam głowę - Jest coś, o czym muszę Ci powiedzieć, mamo.
- Stało się coś złego, tak? Czułam to! - podchodzi, unosi moją głowę i marszczy brwi - Skrzywdził Cię, Kate?
- Nie! Justin nic mi nie zrobił, spokojnie - oddycham głęboko, ze świstem wypuszczam powietrze i walę prosto z mostu - Jestem w ciąży - kiedy wypowiadam te trzy słowa, w kuchni zapada idealna cisza. Mama gapi się na mnie zszokowana, uchyla usta i nawet nie mruga. O, rany! Potwornie ją tym zaskoczyłam - Dowiedziałam się jakiś miesiąc temu, to dziesiąty tydzień - wbijam zęby w wargę i patrzę na nią skruszona - Powiedz coś, proszę.
- J-jesteś w ciąży? - szepcze tak cicho, że ledwo ją słyszę - Boże, dziecko! Przecież to katastrofa! - wybucha nagle, wsuwa palce we włosy i kręci głową. Coś ściska mnie za serce, bo wiem, że ją zawiodłam. To nie miało tak wyglądać, nie planowałam dziecka. Chciałam się uczyć, pójść na dobre studnia, a wszystkie plany szlag trafił - Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej? Skoro to już dwa i pół miesiąca, wiesz o tym już jakiś czas. 

- Bałam się. Wciąż się boję - schylam głowę i wlepiam wzrok w podłogę - Przepraszam, że to ukrywałam.
- Czy on wie? Powiedziałaś mu, że spodziewasz się jego dziecka? - kręcę przecząco głową, a mama oddycha z ulgą - Nie możesz mu o tym powiedzieć, rozumiesz? - co takiego?! Gwałtownie podnoszę głowę i patrzę na nią zaskoczona - Ten człowiek jest bezwzględny, może Cię skrzywdzić! Natychmiast musisz od niego odejść, Kate.
- Mówisz poważnie? Przecież próbowałam kilka razy i nic z tego nie wyszło. On nie da mi spokoju, mamo!
- Coś wymyślimy. Na razie ani słowa o dziecku, dobrze? Na razie nic nie widać, więc nie powinien się zorientować.

- To ciąża mamo, nie grypa. Mój brzuch urośnie i prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw. Nie ukryję tego.
- Lepiej później niż prędzej, dziecko. Do tego czasu znajdę rozwiązanie. On za nic w świecie nie może się dowiedzieć, Kate! - podchodzi, przytula mnie do siebie i głaszcze po plecach - Boże, córeczko. Jak do tego doszło? W co Ty się wpakowałaś? - przełykam ślinę, a łzy napływają mi do oczu. Jestem wściekła, bo nie miałam wyboru!

- Mówisz tak, jakbym miała cokolwiek do powiedzenia - odsuwam się od niej, ocieram policzki i złoszczę się - Sama z nim rozmawiałaś, co Ci wtedy powiedział, huh? Nie pozwoli mi odejść i będę z nim tak długo, jak on sam będzie tego chciał. Obie to wiemy! Mogę kopać, drapać, gryź, a i tak nic nie wskóram. On tutaj rządzi.
- Przepraszam, Kochanie. Nie to chciałam powiedzieć - mama wzdycha ciężko i przeciera twarz rękami. Tak, jestem w popieprzonej sytuacji i zdaję sobie z tego sprawę - Jesteś moim jedynym dzieckiem i zrobię wszystko, aby Cię ochronić. Mojego wnuka również - uśmiecham się smutno i ściskam jej dłoń. Z tego bagna nie ma ucieczki.

Następnego dnia budzę się kilka minut po dziesiątej. Jest weekend i bardzo chcę odpocząć. Nie czuję się najlepiej i ponownie męczą mnie mdłości. Leniwie podnoszę się z łóżka, biorę ciepły prysznic i wreszcie się rozbudzam. Mam ochotę na kawę, a nie mogę jej pić. Pani doktor pozwoliła na zbożową, ale nie tknę jej, jest obrzydliwa. 
Przebieram się w zwykłe, jeansowe szorty i szarą koszulkę.Spoglądam na brzuch i nie wierzę, że jest w nim żywy człowiek. Dociera to do mnie każdego dnia, chociaż trudno mi się z tym pogodzić. Jednak to żywa istota, która ma uczucia, bijące serduszko i rośnie we mnie. Kiedy dowiedziałam się o ciąży, moja pierwsza myśl była oczywista – pozbyć się problemu. Przepłakałam kilka dni, ale byłam z tym wszystkim sama. Nie odważyłam się zrobić mu krzywdy, nie tak wychowała mnie moja mama. Wczoraj nawet nie nakrzyczała na mnie za to, że jestem w ciąży. Bardziej przeraził ją fakt, kto jest ojcem tego dziecka. Zapewne każda matka wpadłaby w histerię, ale moja doskonale wie, że wpadłam w szpony nieodpowiedniego człowieka. Jesteśmy bezradne i nie nie możemy z tym zrobić. Mama nienawidzi Justina i ma do tego pełne prawo. Nie zna go tak jak ja, a to dobry człowiek tylko trafił pod niewłaściwy adres. Pamiętam, jak prosiłam go kiedyś, aby zrezygnował z gangu. Roześmiał się i zapytał, czy mówię poważnie. Ma dwadzieścia cztery lata, siedzi w tym od dwunastego roku życia, naprawdę mógłby dla mnie z tego zrezygnować? Jestem aż taka głupia i naiwna? To jego życie, jego świat. Nie wiem, jakim cudem znalazłam się w środku tego bagna, ale czuję, że żywa z niego nie wyjdę. To tylko kwestia czasu, a stanie się coś złego.

Popołudniu wybieram się na spacer. Siadam na ławce w parku i oddycham głęboko. To chyba jedyne spokojne miejsce w tej popieprzonej dzielnicy. Chociaż tutaj nie ma ludzi z gangu i można nacieszyć się spokojem. Patrzę na dzieci, które wesoło bujają się na huśtawkach, zjeżdżają na zjeżdżalni i lepią babki z piasku. Powstrzymuję łzy, bo nie wierzę, że sama będę miała takie maleństwo. Jak przygotować Justina na coś takiego? Kogo bardziej się obawiam? Jego, czy Glovera? Przecież ten drugi wpadnie w szał i wiem, że będzie chciał się mnie pozbyć. Dziecko odciągnie Justina od pracy, obowiązków, a na to nie może sobie pozwolić. Przecież Brave jest liderem, nad wszystkim panuje i trzęsie dzielnicą. Jest mądry, odważny, sprytny. Nie działa pod wpływem impulsu, zawsze ma wszystko przemyślane. Kiedy inni wpadają w ręce policji, on nawet nie otarł się o gliniarza. Glover trzyma go blisko siebie, ponieważ jest zbyt cenny, aby mógł go stracić. Dlatego wiem, jaki los mnie czeka. Sama nie wiem, czy Justin byłby w stanie mnie zabić. Powtarza, że mnie kocha, ale ile jest w tym prawdy? Czy ludzie, którzy zajmują się czymś takim, mogą kochać? Skoro nie ma w nim dobrych uczuć, jak mógłby pokochać własne dziecko? Czy je też byłby w stanie zabić? Kręcę głową i odrzucam od siebie te myśli. Chociaż boję się i nie wiem, jak poradzę sobie sama, nie pozwolę na to, aby ktokolwiek zrobił nam krzywdę. Będę walczyć jak lwica!

Wracam do domu, ale czuję się nieswojo. Ta okolica nie jest bezpieczna i wychodzę z domu tylko wtedy, kiedy naprawdę muszę. Szkoda, że do miasta mam spory kawałek i bywam tam naprawdę rzadko. Chciałabym pójść do kina, pochodzić po sklepach, rozerwać się trochę. Jednak Justin nie pozwala jeździć mi samej. Uważa, że to zbyt niebezpieczne, chociaż nie wiem dlaczego. W mieście jest przecież mnóstwo ludzi, byłabym bezpieczniejsza tam, niż tutaj. Ale nie sprzeciwiam się, bo doskonale wiem, że z nim nie wygram. To on ma ostatnie słowo.
- Co tutaj robisz, Kruszynko? - słyszę za sobą głos chłopaka i natychmiast się spinam. Nie zatrzymuję się, ani nie odwracam za siebie. Schylam głowę, ale wiem, że to nie wróży nic dobrego - Hej, mówię do Ciebie - chwyta mnie za ramię i odwraca w swoją stronę. Zamieram, bo doskonale wiem, kto to jest. Nie znam go, ale strój w jaki jest ubrany mówi mi wszystko - Cześć - uśmiecha się, mruga zadziornie, a moje serce się zatrzymuje.







****************************************************************
Hello! :)
Witam was na moim NASTĘPNYM opowiadaniu. Wiem, idzie zwariować :P
Nie wiem, jak to wszystko potoczy się dalej, ale chciałyście nowy rozdział to macie :)

Jestem ciekawa, co o nim myślicie.

Buuuuziam!
Kasia.