piątek, 4 grudnia 2015

Rozdział 22


Kate POV:
Kiedy Justin wychodzi, układam się do łóżka i przenoszę do siebie Jamiego. Mimo tego, iż bardzo staram się wyłączyć myślenie, marnie mi to idzie. Nie ma szans, żebym się nie martwiła. Wiem, że Justin jest dobry w tym, co robi, chociaż za cholerę tego nie popieram. Jednak to, że poszli na tą akcję tak niespodziewanie, bez przygotowania, martwi mnie najbardziej. A jeśli cokolwiek się spieprzy i stanie się coś złego? Cholera... takie rozmyślanie w niczym mi nie pomoże, to pewne! Oddycham głęboko i głaszczę małego po główce. Śpi spokojnie i cieszę się, że nie ma bladego pojęcia o tym, co się tutaj wyprawia.

Kiedy dochodzi pierwsza w nocy, schodzę na dół. Chce mi się pić i kiedy tylko pojawiam się na dole, dostrzegam kilkunastu chłopców. Widziałam ich kilka razy, więc nie mam powodu do obaw. Przechodzę do kuchni i przysiadam na krzesełku, nalewam soku do szklanki, który fajnie nawilża moje wysuszone gardło.
- Cześć - słyszę głos chłopaka i przekręcam głowę - Wszystko w porządku?
- Tak, chciało mi się tylko pić - uśmiecham się do niego, ale jest miły i wygląda bardzo młodo.
- Jestem Ruthless - wystawia dłoń i niepewnie ściska moją - Jesteś tutaj całkowicie bezpieczna.
- Wiem... Justin też mi to mówił. Ale wiesz... bardziej boję się o nich, niż o siebie.
- To ludzie, którzy doskonale wiedzą, co robią - mruga uroczo i przysiada obok - Mają za sobą takich akcji mnóstwo. No i jest z nimi Brave, więc nic nie może się stać. Jest najlepszy.
- Och, serio? Może powiesz mi o tym coś więcej, hmm? To bardzo ciekawe, co mówisz.
- Cóż... ma głowę na karku, nie jest w gorącej wodzie kąpany. Zaplanował takich akcji w cholerę i wiesz co? Wszystkie skończyły się dokładnie tak samo - sukcesem. Wie, co robi, potrafi zaplanować każdy szczegół i zawsze wychodzimy zwycięsko - o rany, powinnam być pod wrażeniem? - To naprawdę niesamowity koleś - wbijam zęby w wargę, ale sama nie wiem, co mogę powiedzieć. Kocham go, ale jako chłopaka i ojca mojego dziecka. Nie chcę mieć z jego "zajęciem" nic wspólnego - Powinnaś się położyć, jest naprawdę późno.
- Wiem, ale nie bardzo mogę spać. Martwię się, stresuję i mój brzuch ściśnięty jest na supeł.
- Nie musisz się martwić. Gwarantuję Ci, że chłopcy wrócą cali i zdrowi. To jest pewne!
- Obyś miał rację - uśmiecham się słabo i dopijam resztę soku. Zeskakuję z krzesełka, myję szklankę i odkładam ją do wyschnięcia. Kieruję się ku schodom, kiedy nagle otwierają się drzwi. Do środka wchodzi Sky, a moje serce prawie wyskakuje z piersi. Co on tutaj robi?! Czy coś poszło nie tak?! - Boże, Sky! Co się stało? - podchodzę do niego, opiera się o ścianę i trzyma za bark. Dopiero teraz dostrzegam, że leci mu krew i gapię się na niego zszokowana - Krwawisz - mówię szeptem, ale jestem strzępkiem nerwów - Musimy to opatrzyć - zrywam się, przechodzę do kuchni i wyjmuję apteczkę. Wracam do niego, ale wciąż opiera się o ścianę, pochyla głowę w dół i dyszy ciężko. Cholera! - Sky, możesz usiąść? - układam dłoń na jego ramieniu i podnosi głowę.
- To wszystko Twoja wina!! - krzyczy niemiłosiernie, aż odskakuję - Wróciłaś i wszystko znowu poszło się pieprzyć! - o czym on mówi do cholery?! - Brave ma cholerne klapki na oczach, nie widzi nic innego oprócz Ciebie i bachora! - jego słowa wbijają mi nóż w serce. Niech spieprza od mojego dziecka! - Jesteś z siebie zadowolona? - przekrzywia głowę, jednym ruchem opiera mojego plecy o ścianę, aż syczę - Jesteś?!
- O co Ci chodzi, Sky? Przecież nic nie zrobiłam! - czuję łzy pod powiekami, kiedy mocno ściska moją szyję.
- Uspokój się, stary! Puść ją, wyluzuj! - podchodzi do nas Ruthless i próbuje odciągnąć ode mnie Sky.
- Spieprzaj, młody! Wreszcie mogę wyjaśnić z nią pewne niedokończone sprawy - uśmiecha się szyderczo, ale Ruthless nie daje za wygraną. Szarpie go, ale to na nic! Nagle Sky wyjmuje pistolet i mierzy prosto w moją głowę. Chyba przestaję oddychać - Odejdź, albo strzelę jej w łeb i będzie to Twoja wina! - wrzeszczy i czuję, że będzie źle!
- Okej, spokojnie - młody wystawia ręce w geście poddania i spogląda na mnie poważnie.
- A teraz przyszedł czas na to, abyś poradziła sobie sama - Sky mruga do mnie, ale kompletnie nie wiem, o czym mówi - Chodź, Skarbie - chwyta mnie za ramię, a reszta chłopców zrywa się na równe nogi - Macie tutaj zostać, jasne?! Albo naprawdę ją zastrzelę i zwalę wszystko na was! - płonie ze złości i cholernie się boję. Co chce zrobić?! - Wychodzimy - popycha mnie i otwiera drzwi. Od razu chłodne powietrze uderza w moje ciało. Kurwa!
- S-sky... tam jest moje dziecko, proszę Cię! - błagam go, ale to jedyne, co mi pozostało.
- Ruthless! - krzyczy, a chłopak natychmiast pojawia się w drzwiach - Przynieś dziecko, w podskokach! - jezu... co on chce z nami zrobić?! Jednak chłopak posłusznie wykonuje jego polecenie i nie wierzę, że nikt z nich nie próbuje mnie ochronić... przecież mieli to robić! - Nareszcie się Ciebie pozbędę, na mieście jest mała wojna i liczę na to, że ktoś Cię dorwie - matko kochana, czy on mówi poważnie?! - Mam Cię kompletnie w dupie i nie obchodzi mnie to, że jesteś dziewczyną lidera. Nigdy nie powinnaś była przebywać w gangu. Czas to zakończyć.
- Dlaczego to robisz? Przecież nic Ci nie zrobiłam, moje dziecko również! Błagam Cię!
- Och, zamknij się! Jesteś cholernie pyskata! - szarpie moje ramię, aż piszczę - Przez Ciebie mnie postrzelili - co takiego?! - Brave jest myślami przy Tobie, nie osłonił mnie - o boże! - A teraz poniesiesz za to zasłużoną karę. Przykro mi - prycha z kpiną i patrzy na mnie z mordem w oczach. Z domu wychodzi młody i niesie mojego małego misia. Łzy na siłę cisną mi się do oczu i natychmiast biorę go w ramiona - Masz swoje dziecko, a teraz wypad - popycha mnie i podprowadza do bramy. Chłopcy gapią się na nas zaskoczeni - Wypuśćcie ją.
- Kurwa, Sky... mówisz poważnie?! Brave zakazał nam wypuszczania jej poza teren gangu.
- Ale jego tutaj nie ma, tak?! Więc róbcie, co mówię, bo w tym momencie nie ma szefa. Ja tu rządzę!
Chłopcy spoglądają na mnie niepewnie, ale ja tulę do siebie Jamiego i czuję łzy na policzkach. Tak bardzo się boję! Jednak przepuszczają mnie i wychodzę poza mury gangu. Nie oglądam się za siebie, po prostu idę w stronę parku. Wiem, że to najgorszy moment, aby oddalać się gdziekolwiek, ale co mam zrobić?! Gdybym chociaż miała telefon, mogłabym zadzwonić do mamy. Nic nie mam... nawet pieniędzy! Nienawidzę Sky za to, co zrobił. Nie mam pojęcia, dlaczego tak okrutnie się na mnie zemścił, ale boję się jedynie o moje dziecko. Niech zrobię ze mną, co chcą, ale co z Jamiem? Jeśli tylko dorwie nas ktoś z Bloods, oboje zginiemy. Wybucham płaczem, a mały zaczyna się wiercić. Jest w samych spodenkach i body z długim rękawem. Jedną ręką zdejmuję z siebie bluzę i okrywam go szczelnie. Gdyby tylko Justin to zobaczył, rozpieprzyłby Sky jednym ciosem. Nawet po cichu liczę, że poniesie za to odpowiednią karę. Nie wiem, co strzeliło mu do głowy, aby zrobić coś takiego.
Rozglądam się i przechodzę na drugą stronę ulicy. Jestem roztrzęsiona, przestraszona i płaczę cichutko. Gdzie mam niby pójść, skoro nikogo tutaj nie mam? Mama mieszka przecież w mieście, a jest jedyną bliską mi osobą. Wiem, że jedynym wyjściem z sytuacji jest po prostu dobrze się schować. W parku nie jest bezpiecznie... zawsze w nocy chodzą tutaj ćpuny, pijani bezdomni i jeszcze ludzie z Bloods. Mogę marnie skończyć. Boże... dlaczego mnie to spotkało?! Przecież Sky nie miał powodu do tego, żeby to zrobić. Justin go rozniesie, kiedy tylko się o tym dowie. Mam nadzieję, że nie będzie za późno...

Przysiadam na ławce przed supermarketem. Spoglądam na zegarek i przeraża mnie to, że dochodzi trzecia rano. Jestem zmarznięta, przerażona i muszę nakarmić małego. Dobrze, że chociaż pokarm mam przy sobie i nie muszę się o to martwić. Przystawiam go do piersi i od razu się uspokaja. Delikatnie kołyszę go w swoich ramionach i tak potwornie boję się, co się z nami stanie. Minęłam po drodze małą grupę ludzi i wiem, co to za chłopcy. Ich czerwone stroje powiedziały mi dokładnie wszystko. Czasami słychać strzały i wiem, że wojna w dzielnicy trwa nadal. To błędne koło, bez końca. Kiedy skończy się jedna, zacznie się druga. Zawsze znajdą sobie dobry powód do tego, aby się pozabijać. Jak nie terytorium, to towar lub porachunki. A ja jestem w samym środku tego piekła.

Jestem zmęczona... chce mi się spać i jest mi potwornie zimno. Jamie śpi smacznie otulony moją bluzą, ale tylko on jest dla mnie najważniejszy. Mam nadzieję, że ta noc na chłodnym powietrzu mu nie zaszkodzi. O ile w ogóle dane będzie nam przeżyć. W moją głowę od razu uderza myśl o Justinie. Czy już wrócił? A może już mnie szuka? Tak! Proszę... znajdź mnie, Skarbie! Tak bardzo Cię teraz potrzebuję! Jestem jednak bezradna... przytulam synka i wybucham żałosnym płaczem. Pragnę, żeby mocno mnie do siebie przytulił...

Zmieniam miejsce wtedy, kiedy dostrzegam grupę ludzi. Chowam się za samochodem i moje serce praktycznie wyskakuje z piersi. Jeśli mnie zobaczą, będzie po wszystkim. Na moje szczęście mijają nas, śmieją się głośno i skręcają w prawą stronę. Oddycham z ulgą, ale czuję, że to nie potrwa długo. Ktoś mnie znajdzie i będzie źle! Myślę, co mogłabym zrobić i nagle wpada mi do głowy osoba, u której mogłabym znaleźć pomoc! Tak... przecież to Alice! Dlaczego nie wpadłam na to wcześniej?! Fakt... nie miałam z nią kontaktu odkąd wyjechałam do Londynu, ale jakie ma to teraz znaczenie? Muszę ratować siebie i mojego maleńkiego syneczka, a tylko na nią mogę liczyć w tej chwili. To moja jedyna deska ratunku! Rozglądam się i wychodzą zza samochodu. Do jej domu mam spory kawałek, ale powinnam dojść w dziesięć minut. Zerkam na Jamiego, ale śpi spokojnie... boże! Nie ma pojęcia, co się teraz dzieje, ale to lepiej... wystarczy, że ja się boję.
- Cześć, Słoneczko - dobiega mnie zza pleców obcy głos i zamieram. Przystaję w miejscu, dociskam do siebie małego i wiem, że to koniec! - Co tutaj robisz o tej godzinie, hmm? - podchodzi, staje naprzeciwko i dociera do mnie, że to chłopak z Bloods. Moje najgorsze przypuszczenia właśnie się sprawdzają - Co tam masz? - marszczy czoło i odchyla kawałek bluzy. Spinam się natychmiast - O kurwa... dziecko? - gapi się na mnie i jest bardzo zaskoczony - Spacerujesz o tej godzinie sama, na dodatek z niemowlakiem?
- I-idę do mojej przyjaciółki - odpowiadam szeptem i okrywam małego. Nie chcę, aby go dotykał.
- Do przyjaciółki? - zakłada ręce na piersiach i przekrzywia głowę - W środku nocy? Po co?
- Mój chłopak wyrzucił mnie z domu - to jedyne, co wpada mi do głowy na poczekaniu.
- Och, naprawdę?! No to musi być z niego kawał skurwiela, złotko - prycha rozbawiony, ale ja bardzo się boję. Jestem w zwykłej koszulce i jeśli zobaczy mój tatuaż na karku, zarobię kulkę. Jest ciemno i tylko to mnie ratuje w tej chwili - Co mam z Tobą zrobić? Jesteś bardzo ładna, wiesz? Mógłbym zabrać Cię ze sobą - nie!
- Proszę... po prostu pozwól mi odejść. Jest zimno, boję się o dziecko - patrzę na niego błagalnie.
- Przykro mi, ale dziecko akurat najmniej mnie obchodzi - boże, to straszne, co mówi! Jednak wiem, że właśnie to wpajają im w tym pieprzonym gangu! - Zostawmy je tutaj i pójdziemy w pewne miejsce. Spodobasz się szefowi, na pewno Cię u nas zostawi. Będzie Ci z nami dobrze, maleńka.
- Nie, dziękuję. Naprawdę muszę już iść - zmuszam nogi do ruchu i wymijam go. Kurczę się ze strachu i chciałabym być już u Alice. Niestety, muszę przejść jeszcze kawałek, co będzie graniczyło z cudem. Natychmiast czuję, jak chłopak chwyta mnie za ramię i odwraca w swoją stronę - C-co robisz?
- To nie było propozycja, ślicznotko... po prostu pójdziesz ze mną - uśmiecha się, aż mam ciarki na plecach.
- Rough! - dobiega nas głos innego chłopaka i wiem, że już po wszystkim - Co się tutaj dzieje?
- Spójrz, kogo spotkałem - chłopak podchodzi do nas i marszczy czoło - Jest tutaj całkiem sama, ma dziecko.
- Dziecko? - jest zaskoczony i teraz to on odchyla kawałek bluzy - To bardzo ciekawe - mruży oczy, przykłada palce pod brodę i masują ją. Nie wiem, o co im chodzi, ale jestem sparaliżowana strachem. Nie patrzę na nich, chcę być w zupełnie innym miejscu. Nie wierzę, że Sky naraził mnie na tak potworne niebezpieczeństwo! - Dochodzi piąta rano, w dzielnicy jest strzelanina... dlaczego chodzisz sama po ulicach, hmm? - pyta, ale mam ściśnięte gardło! Mój oddech szaleje, serce tłucze się w piersi i mam ochotę wybuchnąć płaczem.
- P-proszę... pozwólcie mi odejść, przecież nic nie zrobiłam - słyszę, jak drży mój własny głos.
- Wiem, Skarbie. Znalazłaś się tylko w złym miejscu o złym czasie - uśmiecha się i nagle podchodzi do mnie bliżej. Odgarnia moje włosy i zamiera... wiem, co tam widzi. Mój przeklęty tatuaż, który właśnie sprowadził na mnie nieszczęście - Jesteś kobietą Brave'a? - pyta tak cicho, że ledwo go słyszę. Boże, zabiją mnie! - Odpowiedz! - podnosi głos, ale nie chcę się do tego przyznać. Czy mam inne wyjście? Oni doskonale wiedzą, co znaczy ten tatuaż i nic, co powiem, tego nie zmieni - Kurwa, jak to możliwe? - prycha z kpiną i patrzy mi w oczy. Chcę schylić głowę, ale gapię się na niego jak sparaliżowana - No proszę... to bardzo dobrze się składa. Mamy z nim mnóstwo niewyjaśnionych porachunków. Będziesz naszą kartą przetargową - mruga zadziornie, ale wiem, że będą chcieli zabić i jego - Na dodatek, mamy również jego dziecko. Doszły mnie słuchy, że takowe posiada. A teraz stoisz przede mną i mogę zrobić z Tobą cokolwiek tylko będę chciał. Bardzo mi się to podoba, Skarbie.
- Hove będzie kurewsko zadowolony. Chyba nikt lepszy nie mógł nam się trafić, idealna zemsta!
- Rough, weź dziecko - nie! Nie mogę do tego dopuścić! - A ja zajmę się naszą dziewczynką.
- Nie rób tego, błagam Cię! - wybucham płaczem, ale tak bardzo się boję! - On ma tylko mnie!
- Wiem, domyślam się. Nie obawiaj się, zaopiekujemy się nim. Zobaczysz go na miejscu, nie bój się - podchodzi, siłą wyrywa Jamiego i podaje chłopakowi. Nie umie go trzymać, a ten widok rozpieprza moje serce! - Jesteś bardzo ładna, wiesz? - opiera moje plecy o lodowatą ścianę, ale nie zwracam uwagi na to, co mówi. Gapię się na moje dziecko, które jest w ramionach obcego człowieka. Jak mam się obronić?! Jak ochronić własne dziecko?! - Spójrz na mnie - jego głos wyrywa mnie z rozmyśleń i chwyta moją szczękę. Patrzę na niego, ale ledwo widzę przez łzy. Jest młody... nie wiele starszy ode mnie. Uśmiecha się chytrze i doskonale wie, że ma nade mną przewagę. W tym momencie może zrobić ze mną cokolwiek, bo nie będę umiała się obronić. Na dodatek skrzywdzi mojego maleńkiego syneczka i w tym momencie tylko tego się boję - Nie wiem, dlaczego Brave dopuścił do tego, żebyś chodziła po ulicach o tej godzinie... ale cóż, jego błąd. Teraz trafisz w ręce naszego szefa i módl się, aby pozwolił Ci przeżyć. Nienawidzi Brave'a, a ma coś tak cennego, co należy właśnie do niego. Oj, Skarbie... czuję, że nie będzie dobrze - szlocham głośno, ale chrzanię to! Chcę wziąć moje dziecko w ramiona i mocno do go siebie przytulić. Zaczyna się wiercić, ale chłopak nie trzyma go odpowiednio. Podkłada tylko dłonie pod jego główkę, pupę i trzyma go w powietrzu. Nie tuli go do siebie i wiem, że Jamie się boi. Mruczy cicho, ale po chwili wybucha żałosnym płaczem. Moje serce rozpada się na kawałki i wyrywam się do niego. Chłopak dociska moje plecy do ściany, ale szarpię się i walczę. Wystawiam dłonie w stronę małego, ale nie pozwala mi na to. Płaczę razem z nim, bo nic innego mi nie pozostało - Aww... nie smuć się, Kochanie. Niebawem nie będzie płakał.
- Kurwa, weź go ode mnie! Dlaczego tak się drze do cholery?! - chłopak krzyczy, a Jamie płacze jeszcze bardziej.
- P-proszę! Oddaj mi go, uspokoi się - ponownie wystawiam dłonie, ale jestem bezradna!
- Niech go weźmie, stary! Mam go serdecznie dość! - podchodzi i wciska w moje ramiona małego.
- Cii... mama jest przy Tobie, spokojnie - głaszczę go po pleckach, ale rozpłakał się na dobre. Zapowietrza się, wierci i nic nie pomaga. Wiem, że jedynie przy piersi by się uspokoił, ale teraz nie mogę tego zrobić...
- Przygotuj się na najgorsze, maleńka - szarpie mnie za ramię i wlecze w stronę samochodu.






****************************************************

Hello! :)
Oj, się porobiło! Prawie wszyscy, którzy napisali własną teorię postawili na to, że coś z Justinem będzie nie tak, a tu jednak Kate. Ktoś się tego spodziewał? :)

Mam nadzieję, że mile was zaskoczyłam. Co teraz, skoro Justin jest na akcji? :O

Okej, ogłoszenia parafialne! :D
Po pierwsze... wiele pyszczków było niezadowolonych, rozczarowanych zakończeniem TLR. No bo nie tak to miało być, bo nie było zaręczyć itp, itd. Pomyślałam sobie, że może sklecę coś i dopiszę dodatkowy rozdział. Ktoś zainteresowany? Bo nie wiem, czy jest w tym sens :)

Po drugie... jutro pojawi się rozdział na YAMD, ktoś się cieszy? :P
Postanowiłam też, że rozdziały będą pojawiać się we wtorki, pasuje wam taki układ? YAMD we wtorki, 18th w piątki. Jak skończymy 18th pomyślę, czy dodać jeszcze jeden rozdział w tygodniu, czy zostaniemy przy tym jednym. Czekam na wasze propozycje.

Okej, to chyba tyle :))
Ściskam was mocno, kocham i całuję!
Kasia






19 komentarzy:

  1. Cudowny<333# czekamm z niecierpliwością na następny! Kasiu możemy liczyć na weekend z 18 th? Dawno nie bylo......prooosze!

    OdpowiedzUsuń
  2. Prosze więcej rozdziałów w tygodniu :)))
    omg zaskoczyłaś mnie :o mam nadzieje że Justin ich uratuje ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. O cholera. Placze jak idiotka. Dobrze, ze jestem sama w pokoju... Mam dziwne wrażenie, ze uśmiercisz Kate lub Jussa, ale raczej Kate. Mam nadzieje, ze nie i ze będzie szczęśliwe zakończenie... Prooosze 🙏 Oczywiście, ze chcemy dodatkowy rozdział! Dziękuję, ze zaczniesz dodac juz teraz rozdzialy na YAMD AAAAAAA ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Proszę zrób weekend z ff kocham to i nie wytrzymam Tygodnia nie dziś ze tamte się skończyły to jeszcze to ��

    OdpowiedzUsuń
  5. POPIERDOLONY SKY! NIE ZNOSZĘ GO! Jeżeli coś się stanie Kate to własnoręcznie go wykastruje a potem zabije :')


    Co do nowego TLR to TAAK! I co do rozdziałów we wtorki nowego ff to też TAAAAK! *-*

    Buzi

    OdpowiedzUsuń
  6. super rozdział :* jestem za dodatkowym rozdziałem na TLR! i super układ z ff w tygodniu! kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Kate się martwi, ze coś pójdzie nie tak jak powinno, ale to nic dziwnego. Ruthless troszkę ją chyba uspokoił, na niewiele to się jednak zdało bo zaraz wszedł zakrwawiony Sky i nie cacka się, od razu mówi co o niej myśli. Oczywiście to wina Kate, że został postrzelony. Zupełnie jakby sama do niego strzeliła. Rozumiem, że nigdy jej nie lubił i nie akceptował jej w gangu, ale skoro chciał ją wyrzucić to mógł dać jej te 10min na zebranie najważniejszych rzeczy.

    Kiedy Kate już miała plan co zrobić oczywiście musiał pojawić się ktoś z Bloods na dodatek ze wspaniałym pomysłem zabrania jej ze sobą. Już w czasie robienia tatuażu widziała, że nie przyniesie on jej nic dobrego i tak się stało. No i porwali nam Kate i Jamiego.



    Tego, że Sky rozkaże wyrzucić Kate z dzieckiem z terenu gangu nikt chyba nie mógł się spodziewać. Tak właściwie to dlaczego tylko on wrócił skoro cała reszta jest dalej na akcji? Skoro był w na tyle dobrym stanie by się z nią szarpać i przegonić z ich terenu, to dlaczego nie został by wspierać reszty ekipy? Wszystkie swoje siły skierował przeciw bezbronnej dziewczynie z dzieckiem. Jeśli nigdy nie trawił jej obecności mógł się wcześniej postawić, ale nie miał na tyle odwagi by sprzeciwić się wprost liderowi i Gloverowi. Skorzystał z okazji gdy ich nie było- bardzo odważna postawa. Bardzo.

    Bloods mają teraz Kate i małego- to nie będzie miła wiadomość dla Justina. Mam tylko nadzieję, że po tym jak dowie się co odwalił Sky odpowiednio sobie z nim "porozmawia". Bloods mogą teraz żądać od Brave'a wszystkiego. Mogą
    - zabić go
    - zabić Justina, Kate i Jamiego
    - zabić Jusina i Jamiego, a Kate zostawią sobie do tego, do czego faceci potrzebują dziewczyn w gangach
    - zabić Jamiego i/lub Kate na oczach Justina, ot tak by pocierpiał
    - mogą zmuszać Justina do różnych rzeczy np.
    * by oddał swój teren do handlowania lub jego część
    * by wycofał się z miasta (lub jego części) ze swoim gangiem
    * by poddał się, a w zamian puszczą wolno Kate i dziecko (chociaż później i tak ich pozabijają)
    * by… nie wiem czym jeszcze mogą się takie gangi zajmować; to nie moje środowisko :)
    - przetrzymywać Kate i małego, a dopiero po jakimś czasie, gdy Justin będzie szalał z niepokoju co z nimi, Bloods dadzą mu znać, że ją mają
    Alternatywne rozwiązania:
    - Kate jakimś cudem uda się uciec
    - ktoś z 18th zobaczy jak chłopaki z Bloods zabierają ją i dziecko i spróbują ich odbić
    - strażnicy bramy czy też chłopaki z bazy poinformują Justina o wybryku Sky, a wtedy
    * Justin zostawi akcję i będzie szukał Kate i syna po całym mieście
    * Justin go zabije za złamanie zasad gangu i niesubordynację
    * Sky będzie musiał odnaleźć Kate i ją odzyskać
    * Justin przeniesie Sky do innego oddziału ich gangu
    * całkowitego wydalenia z gangu nie biorę pod uwagę, bo przecież "krew na wejściu, krew na wyjściu" czyli opuścić gang mogą tylko nogami do przodu
    - chłopaki z Kate dotrą do bazy Bloods w czasie, gdy Justin będzie kończył swoją akcję i będą zabijać Hove'a

    Zostały nam jeszcze z tego co liczę 3 rozdziały, czyli ja widzę to tak:
    - 1- Brave dowiaduje się co z Kate i szuka jej
    - 2- Brave odzyskuje Kate i Jamiego oczywiście też
    - 3- epilog jako szczęśliwe zakończenie i żyli długo i szczęśliwie :) Bo mam nadzieję, że to opowiadanie jednak skończy się happy endem, którego na początku się nie spodziewałam.


    Co do TLR, jeśli będziesz miała pomysł i wenę- pisz. Sporo osób chętnie to przeczyta.

    Na YAMD oczywiście się cieszę :) Wtorki i piątki to bardzo dobry pomysł, a kiedy zostanie tylko jedno opowiadanie można zamiast 18th wstawić kolejny rozdział YAMD. A tak przy okazji to na ile rozdziałów zapowiada się nowe opowiadanie?

    OdpowiedzUsuń
  8. Zjabany Sky! Co do rozdzialu cudowny!
    Takk napissz dodatkowy/e rozdział/y na TLR jeśli będziesz mieć wene :)
    Fajnie że będziesz publikować NOWE FF :)))
    Można licztć na wekend z 18th? Nie wytrzymam do piątku!!! Ptoooosze Kasiu przemyśli to :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób pyta o weekend, więc zabiorę głos :P
      Weekendu nie będzie z prostej przyczyny... zbliżamy się do końca, więc nie ma najmniejszego sensu dodawać rozdziały kończące w jeden weekend :)

      Usuń
  9. Jeszcze nie czytałam rozdziału s już przeżywam co z Kate! :( boże niech bd dobrze i teraz tydzień kurwą Kasia :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Kuźwa wiedziałam że Sky zbyt łatwo odpuścił to że Kate ma dziecko z Justinem no i proszę nie ma Jusa dosłownie na moment i Sky odpierdala jakieś cyrki :/ jestem ciekawa jam ta wszystko się skończy :) a co do nowego ff jestem jak najbardziej za <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Super ;) jebany chuj z tego sky 😠 a co do dodatkowych rozdziałów w TLR to jest na 101% zaaa :*

    OdpowiedzUsuń
  12. A to skurwysyn!!! Nie nawidze go! Oby justin go rozpierdolil!!!! Sky oczywiscie! No i bloods tez xd biedna kate i jamie:((( tak bardzo mi ich szkoda, justin uratuj ich i skop wszystkim tylki!!! Oby nikomu nic sie nie stalo:(( kate chciala opatrzyc rane ale sky zachowal sie jak chuj! Gorzej! Przeciez justin wpakuje mu kulke.. Szkoda ze ja zlapali! Ale dobrze ze oddali jej jamiego! Nie mogw sie doczekac nastepnego! Chce juz wiedziec xo sie stanie! Nie dam rady do piatku!!! Ale bardzi sie cieszę ze jutro kolejny rozdzial na YAMD ! Super by bylo we wtorki! A jak skonczy sie 18th to fajnie by bylo zeby YAMD BYLO 2 RAZY W TYGIDNIU:))) jestes kochana Kasiu, chyba nas bardzi kochasz ze tyle dla nas robisz :D :* tule i buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i to oczywiste ze chcemy dodatkowy rozdzial na tlr ! Koniecznie, strasznie sie zżylismy z tlr bo to wkoncu dalsza czesc historii justina i ellie i niesamowicie mnie wciagnela! Buzi :**

      Usuń
  13. O masz się narobiło :O Kate ma teraz krótko mówiąc przechlapane :C Biedna ;C Mam nadzieję,że Sky porządnie dostanie za to co zrobił!! Co za dupek!! Rozdział cudo<3 Czekam na nn<3 Co do TLR to w sumie jak chcesz. Tylko moim zdaniem to jest trochę bez sensu, był już epilog i nie ma sensu dopisywać czegokolwiek ale to twój wybór Kasiu :) Pewnie że pasuje nam taki uklad ;) Super że startujesz z nowym blogiem <3

    OdpowiedzUsuń
  14. No na prawdę tego się nie spodziewałam jak on mógł ją tak po prostu wyrzucić jest mi strasznie jej szkoda. Jestem ciekawa co zrobi Jus jak zobaczy że jej nie ma a co gorsza jak się dowie dlaczego znikneła i kto ją porwał. A co do TLR to moim zdaniem niech zostanie tak jak jest bo to nie będzie miało żadnego sensu. No ale to jest tylko moje zdanie zrobisz jak sama uważasz Kasiu.

    OdpowiedzUsuń