piątek, 11 grudnia 2015

Rozdział 23


Brave POV:

- Pieprzony dupek! Nienawidzę, kiedy nie wykonuje moich poleceń! Co on sobie wyobraża, do cholery?!
- Uspokój się, Brave! Na pewno zaraz sobie wszystko wyjaśnimy, poniesie za to odpowiednią karę.
- Właśnie taką mam nadzieję. Nie po to planuję całą akcję, żeby wszystko kurwa psuł.
- Wiesz, jaki jest Sky. Jednak dzisiaj rozczarował również mnie, nie wiem, co się z nim dzieje.
- Mam to w dupie! Od pewnego czasu zachowuje się jak rozkapryszony dzieciak, któremu zabrano zabawkę.
- Ja się z Tobą zgadzam, stary - Dry prycha rozbawiony - Nic mu nie pasuje, chodzi wciąż naburmuszony.
- Więc wychodzi na to, że czeka nas poważna rozmowa - Glover wzdycha ciężko i kręci głową.
- Najwyższa pora, mam dość tego gnojka - burczę wkurzony i wysiadam z samochodu. Wchodzę do środka i w oczy natychmiast rzuca mi się Sky, jak i reszta chłopców. Siedzi na kanapie, ma spuszczoną głowę i opatrunek na ramieniu. Mam ochotę udusić go własnymi rękami! - Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumny - podchodzę, siadam naprzeciwko i zakładam ręce za głową - Prawie wszystko zjebałeś. Jesteś zadowolony?
- Och, daj spokój. Jestem pewny, że daliście sobie świetnie radę i koleś nie żyje.
- Oczywiście, że nie żyje! Ale jeśli jeszcze raz odpierdolisz taki numer... nie ręczę za siebie, Sky!
- To nie moja wina, że mnie nie osłoniłeś! Gdzie Ty miałeś oczy, Brave?! Co z osłanianiem siebie nawzajem?
- Nic? To nadal obowiązuje, tylko z małym faktem... to nie ja miałem Cię kurwa osłaniać, tylko Clever! Doskonale o tym wiedziałeś, więc jakim prawem masz do mnie jakiekolwiek pretensje, huh?! Planuję akcję od początku do końca, próbuję przewidzieć wszystko! A Ty nagle wyskakujesz na środek i chcesz zgrywać bohatera?! Co jest z kurwa z Tobą nie tak?! - dyszę ciężko, ale jeszcze moment a wyjdę z siebie i stanę obok!
- Brave - słyszę głos Ruthless'a i przekręcam głowę w jego stronę. Marszczę czoło i czekam na to, co ma mi do powiedzenia - To nie jest teraz ważne - co takiego?! - Stało się coś innego i musisz o tym wiedzieć - gapię się na niego, ale mam złe przeczucia - Sky był wkurwiony, kiedy wrócił. Kate była na dole, chciała opatrzyć jego ranę.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - przekrzywiam głowę i złość na nowo rozlewa się po moim ciele.
- Sky wypuścił ją na zewnątrz, przystawił jej pistolet do głowy i zabronił nam iść jej szukać - prawie kurwa nie oddycham, kiedy kończy mówić - Minęło od tego czasu sporo godzin. Musisz działać, stary.
- Czy Ty mówisz poważnie? - sam siebie ledwo słyszę. Atmosfera w pomieszczeniu natychmiast gęstnieje i spoglądam na Sky. Siedzi wyluzowany i wygląda tak, jakby miał wszystko w dupie. Zrywam się na równe nogi, stawiam go i zadaję cios. Zgina się w pół, ale nie przestaję. Macham ręką i zadaję cios za ciosem. Nie hamuję się, ani żaden z chłopców mnie nie powstrzymuje... nawet Glover. Moje serce właśnie rozpieprza się na kawałki i czuję łzy pod powiekami - Ty śmieciu!! Jak mogłeś to zrobić?! - wrzeszczę, ile mam tylko sił w płucach - Zabiję Cię, rozumiesz to?! - chwytam go za szyję i patrzę mu w oczy. Ledwo widzi, cholernie zmasakrowałem mu twarz - Jeśli spadnie jej włos z głowy... zapłacisz mi za to. Nie drgnie mi powieka, chociaż jesteś moim przyjacielem.
- Brave, chodźmy - słyszę głos Glovera i podnoszę się na równe nogi - Ile minęło odkąd wyszła?
- Prawie pięć godzin - niech to szlag! - Jest jeszcze coś... zabrała ze sobą Jamiego.
- Co takiego?! - uchylam usta w szoku, a Ruthless spogląda wymownie na Sky! To jego wina! Naraził moją dziewczynę, oraz syna na potworne niebezpieczeństwo! - Przywiąż go do krzesła. Jak wrócę, zajmę się nim.

Zbieram wszystkich chłopców i całą dwudziestką przeczesujemy okolicę. Rozglądam się na wszystkie strony, krzyczę, ale odpowiada mi cisza. Jestem przerażony i cholernie boję się, że mogłem się spóźnić. Szarpię za włosy, ale nigdzie jej nie ma! Tak po prostu wypuścił ją z gangu, bez telefonu, pieniędzy na dodatek z noworodkiem?! Kurwa! Czy on jest poważny?! Czy dociera do niego to, co zrobił? Przecież nie miał do tego pieprzonego prawa, Kate jest pod ochroną i Sky to wiedział. Mimo to, posunął się dalej. Wiem, że złość go do tego popchnęła. Dzisiaj prawie skazał całą akcję na niepowodzenie, przez swój idiotyczny pomysł odwrócenia uwagi. To ja kieruję akcją i nie miał prawa tego zrobić! Zapłaci mi za wszystko! Nie wierzę, że posunął się do czegoś takiego. Znam go prawie pięć lat, ale czegoś takiego się po nim nie spodziewałem. Kate nie była winna, Jamie tym bardziej. Jest zimno, a ona być może wałęsa się po dzielnicy, gdzie wciąż trwa wojna. Jeśli tylko dorwie ją ktoś z Bloods, moje nadzieje szlag trafi. Nie podarują jej życia, nigdy tego nie robią. To nie zabawa w piaskownicy, to twarde reguły. Nikt nie okazuje sobie litości, każdy walczy o swoje. Jednak moja dziewczyna jest ponad tym, a ja jej nie ochroniłem. Zostawiłem ją pod opieką zaufanych ludzi i było dobrze, dopóki nie wrócił Sky.
- Powinniśmy przejść jeszcze pod supermarket i alejkę - słyszę głos Glovera, ale ledwo do mnie dociera.
- Chodźmy. To chyba nasza jedyna szansa, nie mam pojęcia gdzie może być.
- Znajdziemy ją, nie martw się - czy on właśnie próbuje mnie pocieszyć? Glover?
- Jeśli dopadł ją ktoś z Bloods wiesz, że to koniec wszystkiego? Będą chcieli zemsty.
- Wiem. Ale miejmy nadzieję, że nikt jej nie złapał. Kate jest odważna, mądra. Dała radę, Brave.
- Kurwa! Na dodatek ma ze sobą małego... jak Sky mógł na to wpaść?! Gdzie on ma mózg?!
- Nie wiem, stary. Ale musi ponieść za to odpowiedzialność, posunął się za daleko. 
- Wiesz, że wpakuję mu kulkę w łeb? - spoglądam na niego, ale przytakuje głową - Zrobię to i kurwa nawet się nie zawaham! Zrobił coś, co rozpieprzyło moje serce. Nie podaruję mu tego, bo ostrzegałem go tak wiele razy! Nie miał prawa dotknąć jej nawet palcem! - zaciskam usta, ale mam ochotę wybuchnąć płaczem - Boję się o nią.
- Będziemy szukać dotąd, aż ją znajdziemy. Wierzę, że gdzieś tutaj jest... sam się przekonasz.
- Zadziwiasz mnie, wiesz? Nigdy bym się czegoś takiego po Tobie nie spodziewał. Dzięki, stary.
- Jesteś moją prawą ręką, bratem... cokolwiek się nie stanie, zawsze będę po Twojej stronie.

Dochodzi piąta rano, a my wciąż jesteśmy w dzielnicy. Rozdzieliliśmy się, ale bez rezultatu. Chyba nawet straciłem nadzieję, że jeszcze ją znajdziemy. Zajrzeliśmy do każdego miejsca w tej norze i nic. Siadam na ławce, chowam głowę w dłoniach i wiem, że to koniec. Sky zniszczył wszystko, całe moje życie! Kate na pewno trafiła w ręce któregoś ze szczeniaków z Bloods, który zaprowadził ją do Hove'a. To kwestia czasu, a odezwie się do mnie i zażąda spotkania. Chrzanię to, bo nie martwię się o siebie. Zrobię dla niej wszystko, tak samo jak dla mojego dziecka. Jednak doskonale wiem, że ani ja, ani Kate, ani Jamie... nie wyjdziemy cało z tej sytuacji. Nie ocalę ich, ponieważ Hove nie podaruje jej życia. Pójdę tam i zginiemy we trójkę. Może tak będzie lepiej? Przynajmniej będziemy razem w innym życiu. Prycham... naprawdę na to liczę? Przecież będę smażył się w piekle za to, czym się zajmuję. Moja dziewczyna jest czysta, niewinna, dobra. Zasługuje na kogoś lepszego.
- Słyszałeś to? - Glover sprowadza mnie na ziemię i podnoszę głowę. Gapię się na niego, ale on uważnie nasłuchuje - To płacz dziecka - co?! Zrywam się na równe nogi, ale sam nie wiem, w którą stronę iść. Jednak im dłużej czekamy, tym płacz się nasila. To Jamie, poznam ten dźwięk wszędzie! - Prawa strona! Go, go, go!
- Niech to szlag! - rzucamy się biegiem i migiem docieramy w ciemną uliczkę. Płacz jest słyszalny coraz głośniej i wiem, że jesteśmy blisko - To Jamie, jestem pewny! - w moje serce wkrada się iskierka nadziei, że jednak są cali i zdrowi. Dyszę ciężko, przytulam plecy do ściany i na mój znak, wychylamy się zza ściany. Widzę Kate, oraz dwóch chłopców. Jeden przyciska jej szczupłe ciało do ściany, a drugi trzyma mojego syna. Złość strzela w moje ciało i mam ochotę rozpieprzyć go w tym momencie. Muszę się powstrzymać, ma moje dziecko! - Trzeba rozproszyć ich uwagę - szepczę cicho, ale nie spuszczam z nich wzroku. Nagle chłopak podaje małego Kate, a ona mocno tuli go do siebie i uspokaja - To nasza szansa, stary! Teraz, albo nigdy! - mówię cicho, ale oni już się ruszają i idą w stronę czarnego samochodu - Nie mogą jej zabrać! - wychodzę zza ściany, wyjmuję pistolet i celuję prosto w jego głowę. Jest dość ciemno, ale miałem piątkę ze strzelnicy. Trafiam idealnie, chłopak upada na ziemię, a drugi nawet nie orientuje się w sytuacji. Mój tłumik nawet nie narobił hałasu, uwielbiam go! Kate gwałtownie przekręca głowę i widzę szok na jej ślicznej buzi. Przykładam palce do ust, przytakuje głową i celuję w drugiego chłopaka. Idzie pewny siebie i kiedy odwraca się w naszą stronę, pociągam za spust. Nawet nie mruga, a już leży na betonie. Podbiegam do Kate i mocno tulę ją do siebie. Jestem ostrożny, bo między nami jest Jamie, który nieco się uspokoił - Kotku, jesteś cała? - odchylam ją od siebie, ale zaciska oczy i szlocha. Trzęsie się cała, a ten widok ponownie rozwala moje serce - Jestem przy Tobie, wszystko już jest dobrze. Nie płacz - głaszczę ją po plecach i chcę, aby poczuła, że jest bezpieczna - Zabiorę Cię do domu - jednym ruchem biorę ją na ręce i spoglądam na małego - Nic mu nie jest? - kiwa przecząco głową i mocno tuli go do siebie. Jest owinięty w jej bluzę i czuję, jak bardzo jest zimna. Złość rozlewa się ciepłem po moim ciele i wiem, że Sky dzisiaj za wszystko zapłaci. 

Wracamy do gangu, wchodzimy do środka i widzę Sky, który jest przywiązany do krzesła. Patrzy prosto na mnie i prycha z kpiną. Dziwię się, że ma odwagę spojrzeć mi w oczy. Kręcę głową, wchodzę po schodach i otwieram drzwi do naszego pokoju. Układam Kate na łóżku, ale prawie przysnęła. Biorę Jamiego, tulę do siebie i całuję w główkę. Tak mało brakowało, a straciłbym najważniejsze osoby w moim życiu. Jestem wściekły, ale bardzo staram się kontrolować. Uśmiecham się na widok małego... nie śpi, przewraca oczkami i zaciska paluszki w piąstki. Biorę smoczek z łóżeczka i wkładam do jego maleńkich usteczek. Cmoka go głośno i kiedy delikatnie kołyszę go w ramionach, zamyka oczka. Nawet nie wie, w jak cholernym był dzisiaj niebezpieczeństwie. Kate była taka dzielna... odkładam go do łóżeczka, okrywam kocykiem i podchodzę do niej. Ma zaschnięte łzy na policzkach i uchylone usta. Okrywam ją szczelnie kocem i mruczy cichutko pod nosem. Otwiera oczy i natychmiast cała się spina. 
- Spokojnie, Skarbie... jesteś bezpieczna, tak samo jak mały - pocieram kciukiem jej policzek i nieco się odpręża - Już nic wam nie grozi, tak? - przytakuje głową, ale nie wypowiada nawet słowa - Już po wszystkim. Nikt nie zrobi wam więcej żadnej krzywdy, przysięgam - pochylam się i całuję ją w czoło. Trzęsie się, spoglądam na nią i widzę, że znowu płacze. Coś ściska mnie za serce, układam się obok niej i mocno tulę do siebie - Cii... nie płacz, Kruszyno... jestem przy Tobie, już zawsze będę - przekręca się na bok i mocno wtula w moje ciało. Głaszczę ją po plecach, przytulam jeszcze mocniej i bardzo powoli zaczyna się uspokajać - Tak bardzo Cię kocham, maleńka...

Budzą mnie promienie słoneczne, które wpadają do pokoju przez okno. Ziewam przeciągle i uchylam powieki. Kate wciąż leży wtulona w moje ciało i tak cholernie cieszę się, że udało mi się zdążyć w ostatniej chwili. Spoglądam na zegarek, ale dochodzi dopiero ósma rano. Ziewam przeciągle i słyszę kwilenie Jamiego. Ostrożnie odklejam od siebie Kate, podnoszę się i staję przy łóżeczku. Wierci się, macha rączkami i coś mu nie pasuje.
- Ktoś jest tutaj bardzo niezadowolony, co? - szepczę cichutko, biorę go na ręce i tulę do siebie. Wiem, że z pewnością jest głodny, ale najpierw postanawiam zmienić mu pieluszkę. Układam go na przewijaku i zabieram się do roboty. Rozbieram go, grucham do niego i marszczy brwi. Cholera... jest taki uroczy! - Okej... misie idą na przód, tak jak mówiła mamusia - zapinam pieluszkę i faktycznie pasuje idealne - Widzisz? Szybko się uczę, młody - uśmiecham się, ubieram go i podchodzę do łóżka. Chcąc nie chcąc, muszę obudzić Kate - Skarbie - głaszczę ją po policzku i układam małego obok niej. Wzdycha ciężko, ale powoli otwiera oczy. Jest zaspana, ale wygląda prześlicznie - Chyba jest głodny - kiwam głową na małego i kiedy na niego patrzy, cmoka go w główkę.
- Z pewnością - zsuwam koszulkę, odpina stanik i zaczyna go karmić. Nie wiem czemu, ale wzrusza mnie to. Moja mała dziewczynka jest mamą i wciąż ciężko mi to pojąć. Jednak bardzo się zmieniła i dorosła w mgnieniu oka - Jak się masz? - pyta cicho i sprowadza mnie na ziemię - Wydarzyło się coś od wczoraj?
- Nie, jeszcze nie. Położyłem się obok Ciebie i nawet nie wiem, kiedy zasnąłem. Nie obawiaj się, dzisiaj wezmę sprawy w swoje ręce - odgarniam jej włosy z twarzy i całuję w czoło. Tak mało brakowało! - A Ty jak się czujesz?
- W porządku, tylko jestem potwornie głodna - chwyta moją dłoń i przysuwa ją do swojego policzka.
- Nakarmisz małego i pójdziemy zjeść śniadanie. Jest jeszcze wcześnie, może odeśpisz jak zjesz?
- Nie wiem czy zasnę - mówi smutno -  To, co się wczoraj wydarzyło - zacina się i wbija zęby w wargę.
- Nie myśl o tym, to nigdy więcej się nie powtórzy! Byłem tym zszokowany, kiedy wróciliśmy z akcji. Mogłem spodziewać się wszystko, ale na pewno nie czegoś takiego. Nie bój się, Sky za wszystko zapłaci. Należy mu się.
- Nie zabijaj go, Justin - co takiego?! Gapię się na nią i marszczę czoło - Będziesz się z tym źle czuł, przecież to Twój przyjaciel. Po prostu... nie chcę go widzieć na oczy, to wszystko.
- Kotku... ostrzegałem go tak wiele razy. Wiedział, co się stanie, jeśli nie posłucha. Mimo to, posunął się do czegoś takiego. Zdajesz sobie sprawę, że gdyby Ci chłopcy wczoraj Cię zabrali, już nic nie mógłbym zrobić? - przytakuje głową i widzę łzy w jej oczach - Hove zabiłby i Ciebie i małego, nie podarowałby wam życia. Nie wiem, jakim cudem zdarzyłem w ostatniej chwili, ale widocznie ktoś nad wami czuwał. Nie dopuszczę nigdy więcej do takiej sytuacji, Skarbie. A Sky, cóż... zrobił to świadomie, ze złości. Wkurwił się na mnie, a to przez niego prawie cała akcja poszła się pieprzyć. Jest nieodpowiedzialny i mam dość jego dziecinnego zachowania. Ileż można!
- Zastanów się nad tym, dobrze? Nie rób nic pod wpływem złości, Justin. Jesteście zespołem.
- Owszem, ale panują tutaj zasady, których łamać nie wolno. On to zrobił już kilka razy, kara musi być. Nie żałuj go, Kate... zrobił to na własne życzenie - wzdycham, ale złość już strzela w moje ciało. Nie chcę się przy niej denerwować - Nie myśl o tym - uśmiecham się i całuję jej dłoń - Wszystko będzie dobrze, od tej chwili nie spuszczę z was oka. Jak się okazuje, na nikogo już nie można liczyć - przewracam oczami i kręcę głową. Jamie odkleja się od piersi i rozgląda z zaciekawieniem - To co, idziemy? Mały ma chyba pełny brzuszek - biorę go na ręce, Kate poprawia stanik i podnosi się z łóżka. Widzę, że czuje się o niebo lepiej po porodzie, co bardzo mnie cieszy. Przeciąga się leniwie, chwytam ją za rękę i wychodzimy z pokoju. Kiedy tylko zjawiamy się na dole, spotykam spojrzenie Glovera i Dry. Podaję małego temu drugiemu, ale chętnie bierze go w ramiona. Wujek Dry, prycham pod nosem i siadamy na kanapie - Jak tam sytuacja? Gdzie ten dupek?
- Przenieśliśmy go do innego budynku. Nie sądzę, aby jego widok dobrze na Ciebie podziałał, prawda?
- Prawda - burczę pod nosem, ale taka prawda - Nie chcę go widzieć na oczy. Przesadził.
- Wiem, dlatego nie będę się wtrącał. Zrobisz, co musisz, nie zabronię Ci tego. Zasady zostały złamane.

Kate zostaje z chłopakami, a ja idę pogadać ze Sky. Wchodzę do niskiego budynku i widzę go wciąż przywiązanego do krzesła. Spadł na samo dno. To bolesny widok patrząc na to, ile razem przeżyliśmy. Myślę nawet, czy faktycznie nie podarować mu życia. Może zniknąć z gangu, Glover może go przenieść do innej dzielnicy albo i nawet miasta. Mógłby żyć, byle jak najdalej od nas. 
Chcę żeby Kate i Jamie byli bezpieczni.
- No proszę... Pan i Władca mnie odwiedził - prycha z kpiną i spluwa - To miłe z Twojej strony.
- Nawet w takiej sytuacji potrafisz być bezczelny, Sky. Naprawdę nie rozumiem, co się z Tobą stało, ale cholernie mi się to nie podoba. Masz cokolwiek na swoje usprawiedliwienie? Dlaczego to zrobiłeś?
- Bo nie znoszę tej dziewczyny, zadowolony?! Nigdy nie powinna być w gangu i nie wiem, dlaczego Glover zrobił dla niej pieprzony wyjątek. Powinien wpakować jej kulkę w Londynie, bo złamała wszystkie zasady. Czemu jej nie ukarałeś, Brave? Bo jest Twoją słodką dziewczynką? - kpi sobie ze mnie i zaczynam się wkurzać.
- Kate nie należy do gangu, nie zmienia to jednak faktu, że jest moją dziewczyną. Jestem liderem, a wiesz, co to oznacza. Zapomniałeś się, Sky... nigdy nie powinieneś był tego robić. Nie mam pojęcia, co w Ciebie wstąpiło, ale gówno mnie to obchodzi. Dałem Ci kilka szans, nie skorzystałeś z żadnej. To, co wczoraj zrobiłeś... przeszedłeś samego siebie, wiesz? Jakim prawem wypuściłeś ją poza mury gangu?! Na dodatek z noworodkiem?! Co jest kurwa z Tobą nie tak?! - płonę ze złości, ale chyba wciąż jestem w szoku.
- Ze mną wszystko w porządku - wzrusza ramionami i uśmiecha się zadziornie - To Ty się zmieniłeś, bo ta mała suka kompletnie Cię zaślepiła. Aż trudno uwierzyć, że uszła z życiem tej nocy. Miała sporo szczęścia.
- Jesteś sukinsynem, Sky! - podchodzę i daję mu w mordę. Odrzuca głowę w prawą stronę, ale nie robi to na nim żadnego wrażenia. Moja chęć litości bardzo szybko się ulatnia - Nie będę rozmawiał z Tobą o mojej dziewczynie. Przyszedłem tutaj po to, aby dowiedzieć się, co masz na swoje usprawiedliwienie. Chcę podarować Ci życie, przekonaj mnie - zwijam dłonie w pieści i bardzo staram się uspokoić.
- Mam Cię przekonać? Zwariowałeś?! - wybucha śmiechem i kręci głową rozbawiony - Nie mam najmniejszego zamiaru tego robić. Jestem człowiekiem z gangu, Brave. Twardym, bezwzględnym, nieokazującym litości. Więc Ty też mi jej nie okazuj, zastrzel mnie. Czuję, że chyba po to tutaj właśnie przyszedłeś. Prawda?
- Nie wierzę, że jesteś tak dumny, aby nie spróbować walczyć o własne życie. Jesteś głupi, wiesz?
- Pamiętaj... krew przy wejściu, krew przy wyjściu - mruga rozbawiony i świetnie się bawi.
- Masz szansę, stary. Glover przeniesie Cię do innej dzielnicy, będzie Ci tam całkiem dobrze.
- Pieprz się!! Nie mam najmniejszego zamiaru się stąd ruszać, kapujesz?! Jestem tutaj od zawsze i jeśli myślisz, że się stąd ruszę to jesteś głupszy niż myślałem! Niczego nie żałuję, wiesz? Gdybym mógł, zrobiłbym to jeszcze raz! Ta mała suka nic dla mnie nie znaczy, dzieciak też! Żałuję, że ktoś ich w nosy nie sprzątnął.
To dla mnie znak... wyjmuję spluwę, odbezpieczam i nim się orientuję, pociągam za spust. Tylko cichy, głuchy odgłos roznosi się po pomieszczeniu i jest po wszystkim. Naprawdę chciałem dać mu szansę, jego wybór, że z niej nie skorzystał. Byliśmy przyjaciółmi, ale zasady to zasady, każdy musi ich przestrzegać. Sky od zawsze był narwany i nie raz mieliśmy przez niego problemy. Wczorajsza akcja była ważna, ponieważ musieliśmy pomścić lidera, a on prawie wszystko spieprzył. To, że posunął się do tego, aby wypuścić Kate razem z dzieckiem, przekreśliło dosłownie wszystko. Takich rzeczy się nie wybacza, za to trzeba ponosić odpowiedzialność. Nawet Glover mnie nie powstrzymywał, on też wiedział, że Sky przekroczył granicę.

Siadam na ławce przed halą i palę papierosa. Nerwowo podryguję nogą, ale muszę się uspokoić zanim wejdę do środka. Nie czuję wyrzutów sumienia... gdyby tylko się we mnie pojawiły wiedziałbym, że muszę skończyć z takim życiem. A ja jestem człowiekiem z gangu i nigdy nie okazuję litości... nawet przyjaciołom, którzy łamią zasady.

Wchodzę do środka i w oczy rzuca mi się Kate, Glover i Dry. Uśmiecham się na widok mojej dziewczyny, która swobodnie rozmawia z Dry. Cieszę się, że chociaż z nim złapała tak dobry kontakt.
- Jak tam, stary? - słyszę głos Glovera, kiedy przysiadam obok niego na kanapie - Jak poszło?
- Sprawie i bez bólu - mrugam do niego i spoglądam na Kate, która marszczy brwi - Przeniosłem go do innego miasta, nie był chętny, ale ostatecznie się zgodził - widzę, jak mała się uśmiecha, ale jest to wersja tylko dla niej. Posyłam Gloverowi wymowne spojrzenie i wszystko dociera do niego niemal od razu - Sprawa rozwiązana.
- Cieszę się... wszystko ma kiedyś swój koniec - klepie mnie po plecach i skupia wzrok na laptopie.
- Jak się masz, Skarbie? - pytam Kate, podnoszę się i siadam obok niej. Tulę ją do siebie i całuję w nos.
- W porządku... mały trochę marudzi i boję się, czy czasami się wczoraj nie przeziębił.
- Spokojnie, jak cokolwiek złego będzie się działo, pojedziemy do lekarza. Dobrze?
- Yhym... - mruczy cichutko i mocniej się do mnie przytula. Głaszczę ją po plecach i oddycham z ulgą. Jak dobrze, że ten koszmar nareszcie się skończył - Cieszę się, że go nie zabiłeś.
- Wiem, maleńka... wiem - wtulam głowę w jej włosy. Nie mogłem powiedzieć prawdy, dla jej dobra.
 

Zabieram Kate na górę, ale potrzebujemy trochę odpoczynku. Na szczęście nieźle się trzyma, zjadła śniadanie, wzięła prysznic i chyba dobrze się czuje. Jednak nie chcę, aby się tym zadręczała. 
- Lubię ten widok, wiesz? - mówi cichutko, podnoszę głowę i spoglądam na nią. Przygląda mi się, kiedy spaceruję z Jamiem po pokoju i kołyszę go w swoich ramionach - Mogłabym patrzeć na was godzinami. Pasuje do Ciebie takie maleństwo - uśmiecha się uroczo i wygląda tak ślicznie! Oddycha z ulgą, bo jest bezpieczna. 
- Jak się czujesz? - przysiadam obok, przytulam Jamiego do siebie i odgarniam jej włosy z twarzy.
- Teraz już dobrze, ale byłam przerażona tym, co się wydarzyło - schyla głowę, bawi się palcami i oddycha głęboko - Bałam się... bardzo! Byłam zdana na siebie i nie mogłam dopuścić do tego, aby Jamiemu stała się jakakolwiek krzywda. Ukryłam się, ale kiedy chciałam pójść do Alice nagle znalazło mnie dwóch chłopców. Wiedziałam, że to koniec. Poddałam się wtedy i nie wiem jakim cudem, pojawiłeś się Ty. Uratowałeś nam życie.
- Wiem. Mimo to, cieszę się, że zdążyłem. Wróciliśmy z akcji, a Ruthless mówi mi, że Sky Cię wypuścił na dodatek z małym. Zagotowało się we mnie, bo czegoś takiego się nie spodziewałem. Nie martw się, Sky za wszystko zapłacił i nigdy więcej nie zobaczysz go na oczy - przytakuje głową, zaciska usta ale i tak widzę łzy na jej policzkach - Nie płacz, Skarbie... jest już po wszystkim i oboje jesteście bezpieczni. Nie dopuszczę do tego, aby stała wam się żadna krzywda, przysięgam! - przytulam ją do siebie, całuję w głowę i spoglądam na synka. Przysypia, po chwili otwiera oczka i tak kilka razy. Wygląda zabawnie, ale cholernie uroczo - Kocham was najmocniej na świecie - szepczę cichutko, ale czuję w sercu uścisk. Taka jest właśnie prawda.



********************************************************
Hello!
Przepraszam, że rozdział dzisiaj tak późno! Mam nadzieję, że mi to wybaczycie?
Jednak było spore zamieszanie z przedsprzedażą biletów na Purpose Tour i byłam cholernie zestresowana!
Mimo wszystko, udało mi się kupić bilet... ktoś jeszcze dzisiaj kupował? Jeśli tak, chwalić się! :)


Zapomniałam o tym wspomnieć wcześniej, ale.... mój najukochańszy na świecie chłopak ostatnio zrobił mi śliczną stronę ze spisem moich ff - KLIK -
Wreszcie mam wszystko uporządkowane :)

Okej, to tyle... nie przedłużam :)
Mam nadzieję, że nie zawiodłam was rozdziałem.

Tulę mocno i całuję!
Kasia




23 komentarze:

  1. Cudowny rozdział *.* zakochałam sie w twoich opowiadaniach :3 a czy w przedsprzedaży trzeba naprawdę dopłacać to 150zl?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety tak :-/ Na dodatek naliczana jest jeszcze opłata serwisowa, która wyniosła mnie przy dwóch biletach 37zł :-/

      Usuń
    2. który bilet wybrałaś ?
      rozdział jest taki śliczny, nareszcie Justin zachowuje sie jak najlepszy chłopak <3

      Usuń
    3. no to się spotkamy :D

      Usuń
  2. JAKA ULGA
    Mimo wszystko Sky był dobrą postacią, ale nie wszyscy jak widać potrafią się zmienić, szkoda:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uffff na szczęście wszystko się dobrze skończyło :) rozdział genialny a przechodząc do Purpose Tour to jeszcze nie mam biletu ale zamawiam w czwartek choć boję się że nie zdążę bo bilety idą ja świeże bułeczki ale co się dziwić przecież do JUSTIN BIEBER

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejuuuu, tak! Cudo ❤ Niestety nie jadę na koncert, rodzice nie chca mnie puścić do Krakowa 😭😭😭😭

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny <333 ciesze się że Justin zdążył na czas :) szczerze nie wiem co powiedzieć o tym że Juss zabił Sky...niby dobrze ale też i źle...nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  6. Nareszcie Justin i Kate będą mieli trochę spokoju :) Dobrze że Justin go zabił!! Zasłużył sobie na to ten dupek!! Wiedziałam że Kate wróci cała i zdrowa nie było innej opcji ;) Rozdział cudo<3 Czekam na nn<3

    OdpowiedzUsuń
  7. Okazuje się, że Sky został ranny na własną prośbę i to nie była niczyja wina. Dobrze, że Ruthless niemal od razu powiedział co się stało z Kate i teraz już Sky jakoś nie był taki odważny i nawet się nie bronił.

    Brave zakłada najgorsze scenariusze i w sumie dobrze, bo tak się właśnie stało. Mimo, że dopiero wrócili z kilkugodzinnej akcji, nikt z gangu nie migał się od szukania Kate. Fakt, że Glover potrafi kogoś pocieszać jest zaskakujący.

    Albo Glover ma jakiś wyczulony słuch, albo po prostu nie zajmował się zamartwianiem i mógł usłyszeć płacz. Jednak udało im się przejąć Kate w momencie kiedy skończyła się akcja z jej perspektywy i na szczęście nic złego im się nie stało…

    Justin zmienił się w porównaniu od początku opowiadania, teraz Kate i Jamie są dla niego całym światem. To słodkie jak on opiekuje się małym i kiedy tylko może tuli go do siebie.
    Kate nie chce by Justin zabijał Sky tylko dlatego, że sam mógłby to nie najlepiej znieść.

    Sky nigdy nie lubił Kate i nie znosił jej. Może po prostu był zazdrosny bo Brave był z nią szczęśliwy, a jemu nic takiego się nie przytrafiło. Sky od początku nie miał zamiaru przepraszać czy tłumaczyć się z tego co się stało poprzedniej nocy. Celowo wkurzał i podburzał Justina, aż dostał to na czym mu zależało.

    Kate puścili bajeczkę o przeniesieniu Sky więc nie będzie niczym nadzwyczajnym, że się więcej nie spotkają, a ona będzie spokojniejsza znając taką wersję.


    ***
    Rozdziałami nigdy nie zawodzisz. Częściowo nawet udało mi się zgadnąć co się stanie w tym rozdziale. Szkoda, że koniec już tak blisko.
    I mam nadzieję, że nie masz mi za złe tego dzisiejszego komentarza pod pytaniem na YAMD.

    Gratulacje dorwania biletu! Do koncertu co prawda jeszcze 11 miesięcy, ale miłej zabawy i baw się dobrze, a nawet lepiej niż dobrze! Tylko pamiętaj żeby się nie pochorować w tym czasie :)


    *****
    Jeszcze słówko do innych czytelniczek:
    Napisanie komentarza nie boli i zwykle nie zajmuje dużo czasu, a Kasi może zrobi się milej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam Ci za złe, dziękuję. Sama go nie zauważyłam :(
      Co do komentowania... przyzwyczaiłam się, że jak "nic się nie dzieje" w opowiadaniu, to jest mniej komentarzy. Każdy przeczyta i leci dalej :]

      Usuń
    2. A szkoda, że jest ich mniej.
      Książki, filmy czy ff mają to do siebie, że nie może ciągle dziać się "super coś". To nie jest opowiadanie na 5 stron gdzie wciąż może być szybka akcja.
      Chyba każda z nas pamięta, że czasem nawet w szkolnych wypracowaniach (np. matura, egzaminy gimnazjalne) trzeba było pokazać szerzej zagadnienie czy historię żeby wyczerpać temat, a to nie było aż tak porywające.

      Mi podobają się nawet te "spokojniejsze" rozdziały. Bez nich nie przeżywałybyśmy tak rozdziałów "z akcją". Takie jest moje zdanie.

      Usuń
  8. Świetny :) na serio mega sie cirsze ze tam sie Justin pojawil i ich uratowal



    Co do koncertu to ja nie moge jechać :((

    OdpowiedzUsuń
  9. boże nic im sie nie stalo uf! cudnu jak zawsze <3 nie koncz za szybko :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Super ze justinowi udalo sie ich uratowac! Tak barszo sie ciesze ze nic im nie jest! Sky zaplacil życiem za glupote...bardzo dovrze, nigdy go nie lubialam! To bylo okropne co zrobił! Justin jest z rozdzialu na rozdzial coraz slodszy!
    *****
    Super ze jedziesz! Mam nadzieje ze po koncercie podzielisz sie wrazebiami! Moje koleżanki tez jada i tez na golden cirkle ee ! Ja bym bardzo chciala niestety budzet mi na to nie pozwala:(( w tym momencie nie stac mnie nawet na najtanszy bilet:( szkoda ze tak wczesbie jest sprzedaz jeszcze w grudniu gdy swieta... Zycze dobrej zabawy kochana! I koniecznie musisz nam potem powiedziec jak bylo! Kocham, tule, do nastepnego!:***

    OdpowiedzUsuń
  11. Jezu ja to już widziałam najgorsze scenariusze a tu na szczęście Justin zdążył i ich uratował cudowny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  12. W jakim wieku jest Brve? Bo mam dziwne wrażenie że on jest jej ojcem i dlatego pozwala na to wszystko... Się dzieje już nie mogę się doczekać nn /tbg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brave? Może chodziło Ci o Glovera? Ma 27 lat i nie jest ojcem Kate :]

      Usuń
  13. Sky nie żyje! Ale się cieszę! Dostał za swoje i już nie będzie mnie wkurwiaac! Ahoj! Mega sie cieszę *-*

    Piszę komentarz żeby się NIKT nie czepiał! I nie podlizywał:)

    Buzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na koncert niestety nie jadę :/

      Usuń
    2. Rozumiem, że to o "czepianiu" było do mnie.
      Spokojnie, akurat do Ciebie się to nie tyczyło, bo zwykle piszesz coś pod rozdziałem.
      Jeśli naprawdę chciałabym się podlizywać to uwierz mi, nie byłoby to tylko jedno zdanie o pisaniu komentarzy :)

      Kasia prawie nigdy nie upomina się o komentowanie- jeśli w ogóle kiedykolwiek się upominała. Opowiadanie nie napisało się samo w 10 minut. Poświęciła na nie sporo czasu, a nawet wrzucenie rozdziału nam do przeczytania też trochę zajmuje chwilkę. Mimo to, to robi. Gdyby nie chciała wiedzieć co o tym myślimy-nikomu by tego nie pokazała. Komentarze to jedna z form jakiegokolwiek odzewu z naszej strony, który moim zdaniem JEJ się należy. Nam zajmie to nieporównywalnie mniej czasu, a i tak wiele osób to olewa.


      Jeśli Ty lub ktokolwiek inny zrozumieliście to zdanie jako czepianie, podlizywanie, pretensje, atak na czytelników czy coś takiego to nie zrozumieliśmy się i tyle.
      Mogę obiecać, że to był jednorazowy wybryk jeśli to coś pomoże. Faktycznie może nie powinnam tego pisać, ale napisałam- trudno, stało się. Więcej nie będę.

      Usuń